LifeFree.pl

Medytacja jako praktyka cielesna.

Stwierdzenie, że zazen jest praktyką cielesną, może u niektórych osób wywołać spore zaskoczenie: "jak to? skoro zen jest ścieżką duchową, to gdzie tutaj miejsce dla ciała, chodzi przecież o doskonalenia ducha, o jego trening?".
Zazen/Photo by David Gabriel Fischer
Zazen/Photo by David Gabriel Fischer

Stwierdzenie, że zazen jest praktyką cielesną, może u niektórych osób wywołać spore zaskoczenie: "jak to? skoro zen jest ścieżką duchową, to gdzie tutaj miejsce dla ciała, chodzi przecież o doskonalenia ducha, o jego trening?".

Tymczasem faktem jest, że życia, a więc każdego zdarzenia, które staje się naszym udziałem, doświadczamy poprzez ciało. Poprzez zmysły (wzrok, słuch, dotyk, smak, węch) odbieramy to, co przychodzi do nas z zewnątrz, a poprzez interoreceptory rejestrujemy to, co dzieje się wewnątrz naszych ciał (narządy wewnętrzne, ścięgna, mięśnie). Całość tych sygnałów, przetworzona przez nasz układ nerwowy, składa się na nasz indywidulany obraz rzeczywistości.

Nie powinno więc być zaskoczenie, że również praktyka zen jest mocno osadzona w ciele. Choć chyba lepiej byłoby napisać "powinna być osadzona". Niestety zbyt często, wstępując na ścieżkę rozwoju duchowego, albo zostajemy w głowie i przeżywamy doświadczenia duchowe poprzez intelekt, tworząc kolejne koncepty, albo odcinamy się od ciała i zamrażamy deklarując, że "nie mam żadnych myśli, w końcu jest pustka". Czasami jednocześnie ma miejsce i jedno, i drugie.

Nie jest rzadkością, że trudno nam podczas praktyki zostać "przy ciele", przy tym co się w nim pojawia, jakie odczucia nam towarzyszą i jakie idą za tym emocje, obrazy. A jednocześnie, rozumiejąc mechanizmy wyparcia, tego jak działa pamięć somatyczne, czym jest zjawisko dysocjacji, nie powinno to budzić zaskoczenia. Podczas praktyki medytacji nie omija nikogo z nas aktywacja różnego typu mechanizmów obronnych.

Osadzenie w ciele podczas zazen zaczyna się już od tak podstawowych rzeczy jak prawidłowa postawa podczas siedzenia na poduszce, czyli: siedzimy wyprostowani, mamy trzy punkty podparcia z matą, układ dłoni w mudrę nie powoduje napięcia w ramionach i plecach. To ważne, aby od początku dobrze osadzić się w siedzeniu. Dzięki temu ból pleców, nóg czy bioder nie będzie nas odciągał od praktyki. Będziemy nam łatwiej "po prostu być". Łatwiej z poziomu fizycznego, bowiem myśli, emocje i tak będą domagały się uwagi.

Jak widać czy nam się to podoba czy też nie, jako istoty cielesne wszystkiego w życiu doświadczamy poprzez ciało. Dopiero potem pojawiają się nazwy, oceny, interpertacje, a to za sprawą umysłu. Rzadko zdajemy sobie sprawę, że także doświadczenia duchowe, wgląd, przebudzenie jest odbierane przez nasz układ nerwowy, a następnie opisywane, oceniane, interpretowane poprzez nasz umysł. To doświadczenie wglądu, do którego tak wielu z nas goni, po prostu JEST, wydarza się, a to, co dzieje się z nami - jako konkretnymi tożsamościami - potem, to już zabawa naszego umysłu.

Skoro to wszystko jest tak silnie ze sobą powiązane, jest w naturalnej interakcji ciało-umysł-duch), to dlaczego tak wielu z nas odcina się od ciała? Dlaczego łatwiej nam myśleć, że "mam ciało", niż że "jestem ciałem"? To proste: ciało konfrontuje nas bezpośrednio z wszystim, czego doświadczamy i czego kiedykolwiek doświadczyliśmy. I to niekoniecznie musi być miłe doświadczenie. Dlatego wiele osób chętnie ucieka (oczywiście w większości przypadków nieświadomie) podczas medytacji w fantazje, wyobrażenia o "niemyśleniu", w koncepty stopni duchowymi miary postępu. Niestety, nawet niektóre z praktyk medytacyjnych ułatwiają to. Niełaściwa praca z mantrą czy wizualizacją podczas praktyk medytacyjnych może nas tylko wspomóc w ucieczce od ciała, a nawet sprzyjać dysocjacji. Bez właściwego prowadzenia i wsparcia podczss praktyki może sprzyjać temu, że zazen skończy się dysocjacją, odcięciem od ciała. Z czego to wynika?

Jak wspomnieliśmy ciało nosi w sobie zapis wszystkiego, co stało się naszym udziałem. Co więcej, epigetyka mówi nawet, że nosimy w sobie zapis doświadczeń, szczególnie tych traumatycznych, również naszych przodków. Tak więc nasz podświadomy lęk przed zostaniem nieco dłużej przy ciele bywa uzasadniony. Podświadomie możemy czuć, że zostając przy sobie, przy odczuciach z ciała, nie nakładając na nie wyobrażeń, koncepcji, wyjaśnień z poradników psychologicznych, możemy stanąc twarzą w twarz z tym, co mniej lub bardziej znane, ale niekoniecznie przyjęte.

W zen mówi się wprost, że zazen jest ucielśnianiem obecności. Dla części z nas brzmi to atrakcyjnie, ale tak naprawdę nie uświadamiamy sobie co to oznacza. Słyszymyu dwa słowa: ucieleśnianie i obecność i zwykle dłużej zatrzymujemy sie przy obecności. Godzinami snujemy rozważania czym jest obecność, jednośc oraz to słynne zenowe "tu i teraz". Tymczasem to właśnie słowo "ucieleśnianie" powinno zatrzymać nas na dłużej. Wtedy moglibyśmy poczuć - i to dosłownie! - jak poprzez ciało manifestuje się to co nazywamy Jednością.

Cała rzeczywistość, którą my jako ludzie doświadczamy poprzez ciało, jest następnie odbierana (przerabiana, zniekształcana, modyfikowana?) przez nasz umysł, którego działanie opiera się na dualistycznym postrzeganiu. Tymczasem ucieleśniając obecność po prostu"rezygnujemy" z dualistycznego pryzmatu, czyli ucieleśniamy, że wszystko jest Jednością i czujemy wszystko - także to, co do tej pory określaliśmy jako nieprzyjemne, trudne do przyjęcia. To, co nie zostało przeżyte do samego końca.

Tak naprawdę podczas zazen najdotkliwszy nie jest wcale fizyczny ból związany z niewygodą podczas długiego siedzenia, ale przyjęcie doznań w ciele, które wiążą się z lękiem, niepokojem, złością. I to niekoniecznie tymi, które pochodzą z tu i teraz. To byłoby zbyt proste. Często dopiero po latach, podczas dłuższego siedzenia czy sesshin jesteśmy w stanie usłyszeć to, co ciało próbowało sygnalizować od dawna. Dopiero wtedy ciało krzyczy. Kiedy nie możemy tego zagadać, zapracować, zagospodarować poprzez koljny związek, zakupy, podróż, czyli poprzez własne specyficzne mechanizmy obronne, pojawia się szansa, aby pewne niedokończone doświadczenia mogłby wybrzmieć do końca. Jednak to i bolesne, i trudne do ucieleśnienia właśnie.

Opierając się na wcześniejszych rozważaniach można nawet zaryzykować stwierdzenie, że podczas zazen nasze ciała są przestrzenią, w której może ucielśnić sie Obecność, Jedność. Wtedy jest szansa, aby nic nie zostało wykluczone, a wszystko mogło być przyjęte. Jednak bywa to zadaniem ponad nasze możliwości i bez odpowiedniego prowadzenia, wsparcia nauczyciela czy mistrza zen, trudne do wykonania.

Dopuszczenie do głosu tego, co wyraża się poprzez ciało dobitnie uświadamia nam jak nieliniowa jest tak naprawdę nasza rzeczywistość. To, co według naszeg ludzkiego postrzegania miało miejsce w dzieciństwie czy kilka lat temu, teraz podczas zazen staje się świeże, mocne. Rzeczywiste. I w końcu odczute w pełni. Jeśli tylko nasza Obecność jest wystarczająco silna, a poprzez to my jesteśmy stabilni jako tożsamosć (przy czym stabilność nie oznacza tutaj siły i stałości tożsamości, ale jej elastyczność), to możemy przejść przez to, co kiedyś było dla nas zbyt trunde. Możemy dokończyć to, co zostało zatrzymane. Nieprzypadkowo w pewnych współczesnych nurtach pracy z ciałem traumę nazywa się zerwaniem kontaktu z tym, co tu i teraz, z Rzeczywistością.

Aby zrozumieć wagę doświadczeń cielesnych, musimy pamiętać, że każda emocja ma początek w ciele. Kombinacje różnych doznań cielesnych składają się z kolei na to, co umysł nazywa konkretnie "radością", "lękiem" czy "złością". Jednak pierwsze jest ciało.

Związek ciała z przepływem świadomości jest tak silny, że dostrzegamy, że każda zmiana naszej świadomości, która odbywa się poprzez praktyki duchowe, znajduje swoje odzwierciedlenie w ciele. I na odwrót. Zmiany w ciele, będące efektem praktyk osadzonych w ciele (chociażby Metoda Feldenkraisa, Tai Chi, Yoga, Chi Gong) powodują zmiany w świadomości

W tradycjach duchowych mówi się, że świadomość zamieszkuje ciało, że strumień świadomości przez ciało przepływa. Dokładnie tak! A zazen jest właśnie okazją, aby ta Świadomość ucieleśniła się jako silna Obeność. Wtedy jesteśmy przebudzeni. Przebudzenie więc to nie stan umysłu, to nie jakieś fantazje, projekcje, powtarzanie doświadczeń o których piszą inni. To autentyczne - cielesne! - doświadczenie, że wszystko jest jednością, ze jest ciągłą interakcją, zmianą, korelacją. Że JEST.

Siedząc w postawie zazen pozwalamy - choć to słowo jest niezręczne, ponieważ nie chodzi tutaj o świadome wyrażanie na coś zgody - aby strumień świadomości płynął przez nas. Płynął w całości, czyli nie wykluczamy niczego, żadnego doświadzczenia, myśli, emocji, odczucia. Wtedy jest wszystko, nie ma rozróżniania na ja, ty, moje, twoje, to, tamto. Jest tylko czysta obecność, ucieleśniana chwila po chwili. Ucieleśniania czyli odczuta w ciele, przyjęta w ciele, doświadczona w nim. Być może doświdczeniu przebudzenia jest zdecydowanie bliżej ciała niż naszego intelektu, z którego jesteśmy tacy dumni?

Pamiętajmy, że rzeczywistość chce zostać przeżyta, odczuta, a nie wymyślona i nazwana przez intelekt. Być może przyjęcie Rzeczywistości jako Całości oznacza gotowość na doświadczenie jej cieleśnie, czyli powiedzenie "tak" każdemy odczuciu, każdej emocji, która przez nas płynie?

Mając świadomść, jak trudna może być praktyka zazen jeśli zbliża nas do bolesnych doświadczeń zakodowanych w ciele, warto podkreślać jak istotne jest prowadzenie w praktyce przez odpowiednią osobę, która sama przeszła tę drogę i jest w stanie wspomóc nas w przejściu przez trudne emocje i cielesne doznania.

Ludzie

Agnieszka Bonar-Sadulska

Agnieszka Bonar-Sadulska

Trener
Trenerka rozwoju osobistego w trakcie szkolenia przygotowującego do rekomendacji trenerskiej PTP (HST). Założycielka Correlation.pl - przestrzeni do rozwijania świadomości ciała. Współtworzy Fundację Willigisa Jagera „Mądrość Wschodu i Zachodu".
Brak zdjecia

Alexander Poraj- Żakiej

mistrz zen świeckiej linii „Pusta Chmura” założononej przez Willigisa Jägera, oficjalny następca Willigisa Jägera, dr teologii chrześcijańskiej. Współzałożyciel Polsko-Niemieckiej Fundacji „Mądrość Wschodu i Zachodu” w Niemczech, Hiszpanii i w Polsce.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Holistyczne Szkice Trenerskie. Pole czy role?

Holistyczne Szkice Trenerskie. Pole czy role?

Rozwój
wtorek, 15 października 2019, 21:19
W grupie zawsze jest miejsce dla błazna, mądrali, niechcącego nic robić, nieobecnego, aktywnego, współpracującego, rozsądnego, porządkującego, zasłuchanego, pilnie piszącego, niezadowolonego i tego co mu coś wypadło…

Zobacz również

Poprzez ciało do Prawdy?
Rozwój
czwartek, 10 października 2019, 21:59

Poprzez ciało do Prawdy?

Przygotowując kilka dni temu wpis chciałam podzielić się z wami...