LifeFree.pl

Ziemia - mój jedyny dom: Wody i tereny podmokłe

Zamiast ujarzmiać rzeki powinniśmy je podpatrywać i pokornie uczyć się z nimi współistnieć.
Ziemia - mój jedyny dom: Wody i tereny podmokłe
Ziemia - mój jedyny dom: Wody i tereny podmokłe

Nasza Ziemia, nasz wspólny dom pokryty jest wodą aż w ponad 60%. To właśnie woda nadaje ten niezwykły odcień naszej planecie widzianej z kosmosu. Jakże nie zachwycić się takim widokiem!Większość tej wody jest słona i tworzy ogromne oceany i morza. Ekosystemy te spełniają niezwykle ważną rolę w życiu naszej planety: regulują cykliczny obieg pierwiastków, stabilizują klimat oraz utrzymują względnie stałe parametry ziemskiej atmosfery. Oceany są potężnymi układami żywej Ziemi, dzięki którym nasza planeta wciąż może być domem dla żywych organizmów. Ale, tak jak i w innych przypadkach, również te, wydawałoby się rozległe i stabilne ekosystemy, są niezwykle wrażliwe na działania ludzi. Naukowcy wskazują, że oceany i morza są jednymi z najbardziej zagrożonych środowisk na Ziemi. Związane jest to przede wszystkim z rabunkową gospodarką morską, która przeławia łowiska w pogoni za zyskiem finansowym. W raporcie opublikowanym pod koniec maja 2008 roku Oceana (amerykańska organizacja zajmująca się ochroną środowiska morskiego) informuje, że ponad 80% światowych łowisk ryb jest zagrożonych przełowieniem, co oznacza, że światowe zasoby ryb znajdują się na granicy wyczerpania. Wydawałoby się, że do tej pory tak pospolite i powszechne gatunki ryb jak np. dorsz są zupełnie bezpieczne, jednak w ostatnich latach populacje tych gatunków znalazły się na granicy załamania. Raport Oceany sugeruje wprowadzenie limitów połowowych na poziomie ok. 25% wartości obecnych połowów ryb na świecie. Limity połowowe i okresy ochronne są rzeczywiście wprowadzane, by populacje ryb mogły się odbudować, jednak zabiegi te są ciągle stosunkowo mało skuteczne, ponieważ obostrzenia są niewystarczające (daleko im do tych sugerowanych przez Oceanę), a rybacy i tak nie chcą się do nich stosować. Również sam sposób odławiania ryb z wykorzystaniem trałów powoduje ogromne zniszczenia w środowisku oceanów i mórz. Trał bowiem niszczy doszczętnie wszystko co znajduje się na jego drodze - w sieci wpadają nie tylko ryby, ale też i wszystkie inne organizmy, które następnie martwe wyrzuca się jako nieprzydatne do spożycia. Dno morskie po przejściu trału jest dosłownie przeorane i pozbawione życia. Takie morskie pustynie wypełniają już znaczną część akwenów, gdzie tradycyjnie dokonuje się połowów. W sposobie prowadzenia gospodarki morskiej widać po raz kolejny jak niefrasobliwie postępujemy z życiem w głębinach oceanów traktując je jak niewyczerpaną kopalnię surowca do produkcji jedzenia. Obecnie już zaczynamy widzieć, że ta krótkowzroczna polityka może prowadzić do prawdziwej katastrofy, której skutki odczują nie tylko organizmy morskie, ale też i ludzie narażeni na głód z powodu wyczerpania morskich zasobów żywieniowych.Słodka woda, choć jest jej znacznie mniej niż słonej, spełnia równie ważną rolę przede wszystkim jako źródło wody pitnej dla ludzi oraz jako cenny surowiec w wielu dziedzinach ludzkiej działalności. Słodka woda tworząc rzeki, jeziora oraz inne tereny podmokłe jest też jednym z najważniejszych środowisk życia różnych organizmów. Rzeki są prawdziwymi żywymi istotami, które w swoim biegu integrują wiele różnych funkcji i zjawisk. Naturalna rzeka tworzy meandry i starorzecza, usypuje łachy piasku i wyspy, wylewa okresowo tworząc tarasy zalewowe. Roślinność porastająca brzegi i koryto rzeki dostarcza schronienia i pożywienia niezliczonym organizmom, stanowi również drogę, którą zwierzęta mogą się przemieszczać. Te korytarze migracyjne usytuowane w rzecznych dolinach to prawdziwe biologiczne autostrady.Człowiek od zawsze zafascynowany był rzekami. Dostarczały one bowiem wody, pokarmu i chroniły przed najazdem wroga. Od niemal zawsze człowiek z tego powodu próbował ingerować w ten dynamiczny system. Niestety na przestrzeni ostatnich kilkuset, a szczególnie kilkudziesięciu lat, ingerencja ta przybrała bardzo niepokojące rozmiary. Pogłębianie koryt rzek, prostowanie ich biegu, zabudowywanie terenów zalewowych, projekty hydrotechniczne (tamy i zapory), to wszystko sprawia, że żywe do tej pory rzeki stają się martwymi kanałami, w których często płynie ściek zamiast wody.Ujarzmianie rzeki i brak pokory wobec potęgi żywiołu wody skutkują bardzo często katastrofalnymi konsekwencjami dla człowieka. Dramatyczne powodzie nawiedzają w ostatnich latach niemal co roku poszczególne kraje europejskie, co prowokuje pytania dotyczące ich przyczyn. Dzisiaj już wiemy, że budowanie siedzib ludzkich w miejscach, gdzie rzeki zwykle wylewały było błędnym i aroganckim podejściem urbanistycznym. Regulacje rzek, które miały zapobiegać wezbraniom okazały się zabiegami, które ostatecznie przyczyniają się do szybszego spływu wód i pojawienia się fal powodziowych. Niezrównoważona gospodarka leśna prowadzona głównie w lasach górskich, kluczowych dla przeciwdziałania powodziom, sprawia, że woda „ucieka” z gór i szybciej oraz w większej ilości gromadzi się na nizinach. Również budowanie wielkich tam i zbiorników, które w zamierzeniu miały nas ratować przed powodzią okazało się przedsięwzięciem o wątpliwych rezultatach. Naukowcy badający skuteczność wielkich projektów hydrotechnicznych wskazują na ich słabą przydatność w przeciwdziałaniu skutkom powodzi. A trzeba też przy tym wspomnieć, że budowa takich ogromnych obiektów jak np. tama w Czorsztynie powoduje nieodwracalne negatywne skutki środowiskowe. Podstawową przyczyną powodzi nie są wylewy rzek, ale ludzka arogancja, która nie liczy się z odwiecznymi prawami, którymi rzeki się kierują. Może to zabrzmieć dziwnie, ale to, co powinniśmy zrobić to wnikliwie wsłuchać się w te prawa i postępować zgodnie z nimi. To oznacza zakaz zabudowy terenów zalewowych, pozostawianie rzek w stanie nieuregulowania z meand-rami, wyspami i roślinnością porastającą brzegi. Oznacza też tworzenie warunków do retencji wody tam, gdzie rodzi się powódź, czyli w górach, gdzie naturalne, zróżnicowane drzewostany najlepiej dbają o to, by na nizinach nie wystąpiły zbyt wysokie wezbrania wody.Te rzeki, które już zmieniono w Europie Zachodniej, w ostatnich latach próbuje się rewi-talizować, przywracając im pierwotny wygląd i funkcje. W Polsce natomiast wciąż pokutuje przeświadczenie lansowane przez specjalistów hydrotechników, że rzeki należy ujarzmiać i cywilizować. Jeżeli tak się stanie, to wiele wskazuje na to, że nasze dzieci i wnuki będą musiały w przyszłości naprawiać błędy, które my dzisiaj popełniamy. Czy nasze duże rzeki, jak np. Wisła, która jest jedną z nielicznych w Europie w tak dobrze zachowanym naturalnym stanie, będziemy musieli zniszczyć wydając ogromne pieniądze, by za kilkadziesiąt lat wydając jeszcze więcej pieniędzy je rewitalizować? Czy stać nas na taką rozrzutność i niefrasobliwość?Zamiast ujarzmiać rzeki powinniśmy je podpatrywać i pokornie uczyć się z nimi współistnieć.Najmniejszą chyba wagę przywiązujemy do mokradeł, które są królestwem wody stojącej. Podmokłe łąki w dolinach rzek, nadrzeczne lasy łęgowe przypominające dżunglę, olsy zarastające zbiorniki wodne, torfowiska, oczka wodne, bagna - to wszystko są środowiska kipiące życiem. Tereny podmokłe to ogromne rezerwuary wody, które działają jak gąbka, która chłonie i maga-zynuje duże jej ilości. Tereny te magazynują również duże ilości organicznego węgla i azotu. Żywe bagna i złoża osadów biogenicznych (głównie torfu) są naturalnymi zbiornikami tych pierwiastków, „wyłączonych” z atmosfery w procesach biologicznych. Tak więc mokradła speł-niają też bardzo ważną rolę w regulacji klimatu i przeciwdziałaniu efektowi cieplarnianemu.

U człowieka mokradła od zawsze budziły silne emocje. W różnych podaniach i legendach spotykamy w tych miejscach topielice, rusałki, wodniki oraz inne stwory, które bardzo często zwodziły człowieka i zagrażały mu. Bagna były owiane aurą tajemniczości i ten, kto chciał ocalić swoją skórę powinien był omijać je z daleka. Z praktycznego punktu widzenia tereny podmokłe były nieużytkami, z którymi należało coś zrobić. Tak oto osuszano je i zamieniano na łąki lub pola uprawne. W ten sposób utraciliśmy większość cennych ekosystemów, a wraz z nimi ogromną ilość gatunków związanych z tymi miejscami. Te nieliczne, które się ostały z tej bezwzględnej walki człowieka z nieużytkami są dzisiaj świadectwem, jak bogate w życie były to środowiska. Tak czy owak ta bezpardonowa walka z mokradłami wcale się jeszcze nie zakończyła. Wciąż bowiem te wyspy kipiące życiem uznawane są za tereny bezwartościowe i chętnie się je wykorzystuje i zmienia pod wpływem różnych doraźnych interesów. Najbardziej spektakularnym przykładem stosunku człowieka do bagien była głośna w 2007 roku sprawa Doliny Rospudy, która miała zostać bezpowrotnie zniszczona, ponieważ drogowcy zamierzali tamtędy poprowadzić drogę. Póki co, dolina została uratowana, a konflikt wokół niej pokazał jak spolaryzowane są postawy ludzi wobec dzikiej przyrody.Mokradła są dziś jednymi z najbardziej zagrożonych środowisk. Związane z nimi gatunki roślin i zwierząt giną w zatrważającym tempie. Ponad połowa gatunków kręgowców uznanych za zagrożone i ginące w Polsce jest związana z terenami podmokłymi. Tereny te są też ostoją dla ponad połowy gatunków roślin umieszczonych na Czerwonych Listach.Czy możemy jakoś pomóc tym cennym miejscom? Najlepsze co możemy dla nich zrobić to zostawić je w spokoju. Ale żeby podjąć taką decyzję trzeba wpierw bardzo wyraźnie uświadomić sobie, że tereny podmokłe mają ogromną wartość, dalece przekraczającą jakąkolwiek użytecz-ność dla człowieka. Jako ważne środowiska życia są one bowiem gwarantem zachowania wysokiej bioróżnorodności. Doceniając życie w jego różnorodnych przejawach z pewnością łatwiej będzie nam ograniczyć nasze ludzkie zamierzenia wtedy, kiedy kolidują one z terenami podmokłymi. Tak oto po raz kolejny postawa pokory i powściągliwości wobec dzikiej przyrody daje wyraz naszemu głębokiemu humanizmowi, który ostatecznie nie tylko służy wielu różnym istotom, ale także jest warunkiem pełnego i zrównoważonego życia ludzkiego. Stosunek do tego, co z pozoru jest bezwartościowe, staje się probierzem naszego człowieczeństwa.

Książka dobra na kryzysowy czas – Ryszard Kulik „Ziemia – mój jedyny dom” (dostępna jako pdf ) została zainspirowana spiralą Ponownego Połączenia (The Work That Reconnects) Joanny Macy. Ta ponad 90-letnia głęboka ekolożka i buddyjska nauczycielka od lat głosi, że największym zagrożeniem dla pojedynczego człowieka i całej ludzkości jest oddzielanie, odcinanie się od przyrody – sieci życia – dzikości, w tym także od swoich uczuć. Dlatego Macy w ciągu całego swojego życia tworzyła metodę – Praktykę Ponownego Połączenia, czerpiąc z filozofii głębokiej ekologii Arne Naessa, swojej buddyjskiej praktyki i badań naukowych nad buddyzmem, teorii systemów, a także wiedzy i doświadczeń wynikających z pracy ze zbiorową traumą. I tak spirala Ponownego Połączenia składa się z czterech etapów: 1) odczucie wdzięczności, 2) odczucie bólu, cierpienia, 3) spojrzenie nowymi oczami, 4) pójście naprzód. Jest to też przejście przez koło emocji, od radości i wdzięczności przez złość, ból, strach, smutek – i to odczucie pełni i połączenia powoduje, że zaczynamy działać w świecie z innego, głębszego miejsca w nas samych.

Tagi

Ludzie

Ryszard Kulik

Ryszard Kulik

Trener
doktor psychologii, trener rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne (rekomendacja II st.) Od 26 lat zaangażowany w prowadzenie grup w ramach edukacji psychologicznej i ekologicznej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Odkrywanie natury: Czym są podróże i dlaczego ludzie podróżują?

Odkrywanie natury: Czym są podróże i dlaczego ludzie podróżują?

Rozwój
niedziela, 28 lutego 2021, 13:13
Może watro, jakkolwiek wydaje się to być szalone i niemożliwe zacząć dostrzegać coś, co trzeba chronić i pielęgnować w najbliższej okolicy. Powoli odkrywać i na nowo uczyć się własnego miejsca: starych drzew, zdziczałych parków, zapomnianych stawów...

Zobacz również