LifeFree.pl

Ziemia - mój jedyny dom: W zgodzie ze sobą i ze światem

Identyfikując się z Ziemią, z naszym większym „ja”, uzyskujemy spokój umysłu, poczucie przynależności i zakorzenienia w życiu...
Ziemia - mój jedyny dom: W zgodzie ze sobą i ze światem
Ziemia - mój jedyny dom: W zgodzie ze sobą i ze światem

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości: jesteśmy częścią Ziemi, a ona jest częścią nas. Jeśli nie dostrzegamy tego podstawowego faktu oznacza to tylko, że usilnie wypieramy i zaprzeczamy naszej prawdziwej naturze. To, w jaki sposób oddzielamy się od Ziemi, jak bardzo ją niszczymy pokazuje tylko jak daleko odeszliśmy od samych siebie, jak bardzo zatraciliśmy się w życiu, które zbudowane jest na fałszywej przesłance, że jesteśmy kimś oddzielnym i niezależnym. Wszystkie tak zwane konflikty ekologiczne, gdzie nasze ludzkie interesy stoją w sprzeczności z interesem przyrody pokazują nasze szaleństwo, w którym nie widzimy, że naszym jedynym domem jest Ziemia manifestująca się w naszym ciele. Nie tylko więc jesteśmy w konflikcie z Ziemią, ze zwierzętami i roślinami, ale może przede wszystkim ze sobą. Występujemy przeciwko sobie, bo potrzeby naszej planety są naszymi najgłębszymi i najbardziej podstawowymi potrzebami. Cała reszta to tak zwane zachcianki i widzimisię, z którymi się identyfikujemy i które spostrzegamy jako nasze prawdziwe potrzeby. To one ostatecznie zwodzą nas na manowce i sprawiają, że (po krótkiej przyjemności) cierpimy, jednocześnie szkodząc życiu w jego planetarnym aspekcie. Najlepszym testem na nasze prawdziwe potrzeby jest pytanie, czy służy to również Ziemi, czy sprzyja to życiu w jego całościowym wymiarze. To kryterium w sposób bezlitosny rozprawia się z naszą oderwaną od Ziemi cywilizacją pokazując jak bardzo nasze życie jest niezrównoważone. A jeśli nas to nie przekonuje, to posłuchajmy uważnie, co mówi do nas sama Ziemia poprzez zjawiska występujące obecnie w świecie. Anomalie pogodowe, powodzie, wymieranie gatunków, zatruta woda, powietrze i gleba – to wszystko jest płacz samej Ziemi, który możemy usłyszeć też w naszych sercach jeśli dopuścimy do siebie świadomość tego, co się dzieje. Potrzeby Ziemi są naszymi potrzebami, a nasze potrzeby są potrzebami planety. Ta zasada w sposób absolutny afirmuje fakt naszego współistnienia i zachęca nas do wyjścia poza nasze małe „ja”. Gdy identyfikujemy się wyłącznie ze sobą w wymiarze naszego „ja”, to pojawiają się problemy zarówno w obszarze naszych relacji z ludźmi, jak i z przyrodą. Nasz egocentryzm i egoizm prowadzi nas do konfliktów i ostatecznie poczucia wielkiej samotności i lęku. Gdy pozwalamy sobie na przekroczenie naszego „ja”, wtedy ciasny gorset egocentryzmu rozpuszcza się, a my uzyskujemy niezwykłą przestrzeń wolności. Prawdziwa wolność nie polega bowiem na robieniu tego, co się chce, ale na poddaniu się procesowi życia, w którym nareszcie uwalniamy się od przymusu decydowania o wszystkim. To prawdziwy paradoks, ponieważ nasze codzienne wyobrażenie o wolności okazuje się być jakimś koszmarnym przymusem ciągłego wybierania tego, co dla nas najlepsze. Prawdziwa wolność zaś jest odpuszczeniem sobie tego przymusu i odetchnięciem z ulgą, pozwoleniem, by rzeczy działy się tak, jak się dzieją. Najlepsze dla nas jest zawsze to, co nas spotyka, nawet jeśli wydaje się nam inaczej. Odkrycie sensu tych trudnych lekcji i wykorzystanie ich do własnego rozwoju jest naszym najważniejszym zadaniem, które wpisuje się w akceptację podstawowego wymiaru rzeczywistości. To nie jest zachęta do biernego przyglądania się rzeczywistości, ale do prawdziwej aktywności wypływającej z faktu bycia w zgodzie ze sobą i ze światem. Identyfikując się z Ziemią, z naszym większym „ja”, uzyskujemy spokój umysłu, poczucie przynależności i zakorzenienia w życiu. Czerpiemy wtedy pełnymi garściami z cudownej skarbnicy, której nie da się porównać z żadnym cywilizacyjnym gadżetem. Ale jeśli spodziewasz się tutaj jakichś niezwykłych fajerwerków, to się zdziwisz, ponieważ ta skarbnica oferuje jak najbardziej zwyczajne, proste i przyziemne doświadczenia. Leżenie na górskiej łące, przyglądanie ię chmurom, łyk wody ze źródła, zapach ściółki, milczenie przy ogniu z bliską osobą, chodzenie boso po trawie, zachód słońca i noc w lesie pod gwiazdami. Każda chwila jest doskonałym, wyjątkowym i pełnym darem, jaki ma dla nas Ziemia. W tych prostych przeżyciach jest cała tajemnica spełnionej egzystencji. Tak oto to, co przyziemne łączy się z tym, co duchowe dając nam poczucie głębokiego szczęścia i spokoju. W takich chwilach czas jakby przestaje istnieć, zestrajamy się z czymś większym od nas, co nas przenika i daje poczucie prawdziwej wspólnoty. Bez żadnego celu, bez planów i zmartwień, bez kombinowania, intelektualizowania i bez słów dzieje się to, co się dzieje. Każdy krok, każda czynność jest niewymuszona i jakby przepływa przez nas, a my pozwalając na to czujemy, że niczego nam nie brakuje. To płynięcie w rzece życia ostatecznie prowadzi do tego, że sami stajemy się tą rzeką. Nie ma już wtedy mnie i ciebie, nie ma Ziemi i człowieka, jest proces, który jest po prostu tym, co jest. Wtedy też nie ma żadnych powodów, by zastanawiać się czy to co robimy jest dobre dla nas czy dla Ziemi. Te dylematy i problemy rozpuszczają się tak samo jak nasze małe „ja”. Jest to, co jest. Św. Augustyn powiada: „Kochaj i czyń co chcesz”. Tak, możemy robić cokolwiek i będzie to najlepsze dla nas i dla Ziemi. Ale wpierw musimy wyjść poza nasze małe „ja” i zidentyfikować się z większą całością, z Ziemią, która jest naszym domem, jest nami samymi. Paradoks polega na tym, że ten stan jest naszym naturalnym stanem, że nie musimy robić nic, by go osiągnąć. Tak już jest tu i teraz. Tak było od zawsze i tak będzie zawsze. Jeśli tego nie dostrzegamy to oznacza, że wykonujemy ciężką pracę, tytaniczną pracę, by temu zaprzeczyć. Bardzo się staramy, by nie dostrzegać tej oczywistości. Może właśnie dlatego ciągle coś musimy robić i nie potrafimy tak po prostu być - w spokoju, bez pośpiechu, z pełną świadomością chwili teraźniejszej. Zatem, jakkolwiek Pełnia jest naszym naturalnym stanem, którego nie trzeba wcale osiągać, to trzeba się bardzo napracować, by ten stan urzeczywistnić. Nasz opór jest tak duży, że trzeba sporo energii, by rozpłynął się w końcu. Ale uwaga - i tu kolejny paradoks - z tym oporem wcale nie trzeba walczyć, nie trzeba nic z nim robić, bo przecież jest on równie nierzeczywisty, jak iluzja naszego oddzielenia. Zatem co mamy robić? Dobrze jest się przyglądać własnemu umysłowi po to, by zobaczyć jego misterną grę, która zwodzi nas na manowce. Jeżeli to zobaczymy, iluzja rozpłynie się sama bez żadnej naszej ingerencji. Dlatego urzeczywistnienie naszego większego „ja”, naszego „ja” ekologicznego jednocześnie nie wymaga żadnego wysiłku i wymaga tytanicznej pracy. Tak czy owak kluczowym sformułowaniem jest tutaj „pozwól sobie...”.W tej pracy, jak w każdym innym aspekcie, życie najlepszą drogą jest zachowaniem złotego środka. Umiar i równowaga są najlepszym drogowskazem, za którym możemy podążać. „Jeśli struna nie będzie napięta - nie wyda dźwięku; jeśli będzie napięta za bardzo, może się zerwać”. Tak oto droga środka, bez walki, zmagania się, czy tworzenia nadmiernych problemów prowadzi nas ku naszej prawdziwej naturze. Czy na tej drodze są jeszcze jakieś podpowiedzi mogące ułatwić nam pracę? Oto moja propozycja dla tych, którzy chcieliby kroczyć tą wymagającą ścieżką.

Pozwól sobie na nietraktowanie swojego ciała jak obcej maszyny. Jesteś swoim ciałem, jesteś nim jako kawałek dzikiej przyrody.

Pozwól sobie na nieprzywiązywanie się do swoich wyobrażeń na własny temat. Odkrywaj, że jesteś kimś znacznie większym niż Twoje małe „ja”.

Pozwól sobie na niemyślenie o sobie, że jesteś kimś szczególnie wyjątkowym; dostrzegaj wyjątkowość wokół, w codziennej prostocie i zwykłym życiu.

Pozwól sobie na niewalczenie z przyrodą; odpuść sobie ujarzmianie jej za wszelką cenę. Poddając się jej, poddajesz się sobie - temu, kim naprawdę jesteś.

Pozwól sobie na nieodcinanie się od dzikości; dostrzegaj w niej siebie.

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że jesteś samotny albo oddzielony; odkrywaj swoją współzależność od nieskończonej ilości istot ludzkich i pozaludzkich.

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że inne istoty są gorsze albo mniej wartościowe od Ciebie; wczuwaj się w ich sytuację i identyfikuj się z nimi odkrywając w nich siebie.

Pozwól sobie na nietrzymanie się kurczowo własnego interesu i zachcianek; odkrywaj, że masz już wszystko, co niezbędne. Jesteś pełną osobą. Niczego Ci nie brak.

Pozwól sobie na niezmuszanie innych i siebie do bycia ekologiczną osobą. Odkrywaj, że przyroda i ty jesteście jednym. Troska i zachowania proekologiczne pojawią się wtedy naturalnie i spontanicznie jak wdech i wydech.

Pozwól sobie na niekontrolowanie tak bardzo wszystkiego. Pozwól Życiu żyć. Po prostu bądź!

 W dochodzeniu do Pełni szczególną rolę odgrywa dzika przyroda. Potrzebujemy jej nie tylko dlatego, że stanowi podstawę naszego życia, a nawet, że jest naszym życiem, ale również dlatego, że od niej właśnie możemy uczyć się najważniejszych rzeczy o sobie. To w kontakcie z dziką przyrodą nasze małe „ja” niechybnie rozpoznaje swoje ograniczenia, swą „małość” i ma szansę na przekroczenie tego, co stanowi nasz ciasny gorset. W kontakcie z dziką przyrodą odkrywamy jak bardzo mało wiemy o świecie, o nas samych, o przyrodniczym procesie, który nieustannie toczy się w rytmie współzależności wszystkiego co istnieje. Dlatego właśnie ostatnie dzikie miejsca są tak cenne, są naszymi prawdziwymi Nauczycielami. Gdy ich zabraknie, gdy je zniszczymy, to od kogo będziemy uczyć się o życiu? Powracając do kręgu życia, do Ziemi jako naszego jedynego domu, powracamy do samych siebie. Jakaż to ulga, kiedy odkrywamy, że bycie w zgodzie z przyrodą jest jednocześnie najważniejszym prezentem, jaki możemy dać sobie. Przyjmijmy ten prezent z wdzięcznością, gdyż jest on dla nas szansą na zrównoważone, pełne i szczęśliwe życie, którego ciągle poszukujemy. Teraz już wiemy, że nie musimy go szukać. Ono jest ciągle.

Tu i teraz.

 

 Książka dobra na kryzysowy czas – Ryszard Kulik „Ziemia – mój jedyny dom” (dostępna jako pdf ) została zainspirowana spiralą Ponownego Połączenia (The Work That Reconnects) Joanny Macy. Ta ponad 90-letnia głęboka ekolożka i buddyjska nauczycielka od lat głosi, że największym zagrożeniem dla pojedynczego człowieka i całej ludzkości jest oddzielanie, odcinanie się od przyrody – sieci życia – dzikości, w tym także od swoich uczuć. Dlatego Macy w ciągu całego swojego życia tworzyła metodę – Praktykę Ponownego Połączenia, czerpiąc z filozofii głębokiej ekologii Arne Naessa, swojej buddyjskiej praktyki i badań naukowych nad buddyzmem, teorii systemów, a także wiedzy i doświadczeń wynikających z pracy ze zbiorową traumą. I tak spirala Ponownego Połączenia składa się z czterech etapów: 1) odczucie wdzięczności, 2) odczucie bólu, cierpienia, 3) spojrzenie nowymi oczami, 4) pójście naprzód. Jest to też przejście przez koło emocji, od radości i wdzięczności przez złość, ból, strach, smutek – i to odczucie pełni i połączenia powoduje, że zaczynamy działać w świecie z innego, głębszego miejsca w nas samych.

Tagi

Ludzie

Ryszard Kulik

Ryszard Kulik

Trener
doktor psychologii, trener rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne (rekomendacja II st.) Od 26 lat zaangażowany w prowadzenie grup w ramach edukacji psychologicznej i ekologicznej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zobacz również