LifeFree.pl

Odkrywanie natury: Jaki sposób życia byłby najlepszy dla nas i Ziemi?

Życie tych ludzi było pełne. Mieli bowiem bliski kontakt ze sobą, z innymi, z Ziemią i Absolutem.
Odkrywanie natury: Jaki sposób życia byłby najlepszy dla nas i Ziemi?
Odkrywanie natury: Jaki sposób życia byłby najlepszy dla nas i Ziemi?

Pozwólcie, że sobie pomarzę. Mógłbym zacząć tak, jak swego czasu Martin Luter King: miałem sen. W tym śnie ludzie, inne istoty oraz żywioły żyły w zgodzie ze swoją prawdziwą naturą. Nie oznacza to, że w tym świecie nie było cierpienia, chorób i śmierci. Nie, to wszystko było też obecne, bo tak naprawdę cierpienie, choroby i śmierć są jak najbardziej częścią naturalnego porządku rzeczy. Zatem nie był to jakiś wyidealizowany raj wiecznej szczęśliwości. Nie, to było zwykłe, ziemskie życie. A jednak było ono zupełnie inne od tego, które obecnie prowadzimy.Ludzie żyli w niewielkich kilkudziesięcioosobowych społecznościach. Grupy zajmowały określony obszar i gospodarowały na nim. Ludzie na co dzień zajmowali się pracą, która służyła im i całej społeczności. Nie było bowiem sprzeczności miedzy tym co chce jednostka, a co jest dobre dla ogółu. Działo się tak z tego powodu, że ludzie identyfikowali się z czymś większym niż osobiste, indywidualne cele, stąd nie było problemu, by za wszelką cenę dążyć do własnego widzimisię kosztem innych. Nie było również sprzeczności między interesem społeczności, a dobrem przyrody. Ludzie brali dokładnie tyle ile potrzebowali.

A potrzebowali raczej niewiele: proste odzienie, jedzenie, picie, schronienie. Oczywiście czasem czegoś brakowało, ale wtedy godzili się na to z pokorą. Skromne środki oraz ich miejscowa, względna dostępność powodowały, że ludzie niechętnie wypuszczali się w obce strony. Nie potrzebowali więc transportu, samochodów, autostrad, samolotów. Wszystko lub prawie wszystko, co niezbędne mieli na miejscu. W związku z tym, że ludzie korzystali ze skromnych środków nikt nie produkował skomplikowanych maszyn. Korzystano jedynie z prostych narzędzi, które wszakże wystarczały do wykonania wszystkich prac. Brak maszyn powodował, że pracy było do wykonania dużo i nikt nie narzekał na jej brak. Ludzie aktywnie pracowali na rzecz swojej społeczności tak, jakby pracowali dla samych siebie, bo w istocie „ja” tych ludzi było tożsame z grupą, a nawet z całym fizycznym otoczeniem. Aktywność ludzi była przede wszystkim fizyczna, dlatego ich ciała były zdrowe i krzepkie. W tych warunkach nie było podziału na czas pracy i czas wolny. Nie było weekendów, urlopów i wakacji. Ludzie pracując nie mieli poczucia, że pracują i dlatego nie podchodzili z niechęcią czy lenistwem do tego, co było do zrobienia. Praca była czymś naturalnym i organicznym, jak jedzenie czy oddychanie, które przecież także nie wymaga przymusu i poświęcania się. Ludzie ci nie dostawali za pracę pieniędzy. Nie były one potrzebne, bo też nikt nie marzył o tym, by mieć więcej niż inny lub więcej niż to konieczne. Społeczność solidarnie i sprawiedliwie dzieliła swoje zasoby i każ-dy miał tyle, by wieść godziwe, skromne życie na podobnym poziomie, co inni. Praca była przeplatana zabawą oraz rytuałami religijnymi. Tak naprawdę jednak nie było granic między tymi trzema elementami. Wzajemnie się one przenikały i w każdym z tych elementów były zawsze obecne pozostałe. W tym sensie duchowość tych ludzi przenikała wszystkie aspekty życia. Każda czynność miała wymiar duchowy i służyła jednocześnie do podkreślania własnych i grupowych głębokich związków z Absolutem, który manifestował się we wszystkim, co było obecne. Dlatego też duchowość tych ludzi była bardzo blisko Ziemi i przyrody. Decyzje w grupie były podejmowane wspólnie przez wszystkich jej dorosłych członków. Każdy miał prawo się wypowiedzieć. Bezpośrednia komunikacja dawała poczucie wpływu na bieg rzeczy i jeszcze bardziej sprzyjała identyfikacji jednostki z grupą. Życie tych ludzi było pełne. Mieli bowiem bliski kontakt ze sobą, z innymi, z ziemią, Absolutem i przyrodą. Widzieli siebie jako połączonych z całym żywym wszechświatem, który był ich prawdziwym domem. Kochali tę swoją ziemię i dbali o nią, jak o samych siebie. Nie potrzebowali zbyt wiele, a to, co potrzebowali było na miejscu. Nie śpieszyli się. Oddychali czystym powietrzem, pili czystą wodę i jedli zdrowe, mało przetworzone jedzenie. A kiedy przychodził ich czas, umierali w takim wieku, jaki był im pisany w związku z życiem, jakie prowadzili. Nie miało większego znaczenia to, czy ktoś żył lat 30 czy 80. Nikt nie chciał żyć dłużej i za wszelką cenę. Liczył się bowiem ten dzień i ta chwila. Bo przecież umiera się zawsze w teraźniejszości niezależnie od ilości przeżytych lat. Poza tym ludzie ci zdawali sobie sprawę z tego, że śmierć jest tylko kolejnym obrotem koła. Przyjmowali choroby i śmierć jako coś naturalnego i godzili się na nią, choć oczywiście przeżywali w związku z tym również uczucia smutku, rozpaczy, złości i żalu. Ludzie ci byli otwarci na swoje uczucia, przeżywali je i wyrażali, próbując zrozumieć siebie i innych. Dzięki temu, jakkolwiek zdarzały się w grupie konflikty, to rozwiązywały się one niejako same, gdy członkowie grupy zaczynali szczerze mówić o sobie i swoich uczuciach.To marzenie, ten sen z pewnością coś wam przypomina. Prawdopodobnie przez większość czasu naszej gatunkowej historii właśnie takie lub podobne życie wiedliśmy. Wspomnienie tego jest pewnie zapisane w każdym z nas gdzieś głęboko w zakamarkach naszej zbiorowej nieświadomości. Może też odkrywasz w sobie, przeczuwasz, intuicyjnie doświadczasz takiej wizji życia? Dzisiaj żyjemy inaczej i wszystko wskazuje, że coraz bardziej będziemy oddalać się od tej sennej wizji, od tego marzenia. Czy to dobrze czy źle? A może trzeba powiedzieć, że jest jak jest. I że ten sposób życia, który praktykujemy obecnie zawiedzie nas tam, gdzie nas zawiedzie. I będzie to najlepsze, co mogło się nam przydarzyć. Nam oraz całej planecie . . .

 

Tekst pochodzi z książki „Odkrywanie natury” - dostępnej jako pdf tutaj

   Ta publikacja może Ci pomóc w osobistej praktyce głębokiej ekologii, jako że pokazuje jedno z podstawowych narzędzi głębokoekologicznego wglądu – GŁĘBOKIE PYTANIA...

Tagi

Ludzie

Ryszard Kulik

Ryszard Kulik

Trener
doktor psychologii, trener rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne (rekomendacja II st.) Od 26 lat zaangażowany w prowadzenie grup w ramach edukacji psychologicznej i ekologicznej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Holistyczne Szkice Trenerskie: O feedbacku.

Holistyczne Szkice Trenerskie: O feedbacku.

Rozwój
czwartek, 16 września 2021, 21:30
Narzędzie. Technika. Słowa. Na pierwszy rzut oka. Postawa, świadomość, obecność. Patrząc trochę głębiej. Relacja, wpływ, uczenie, sposób bycia i wiele innych jeszcze określeń można by użyć.
Holistyczne Szkice Trenerskie: O wszechmocnym.

Holistyczne Szkice Trenerskie: O wszechmocnym.

Rozwój
sobota, 04 września 2021, 12:13
Czy prowadzący ma jakieś szanse na przeciągnięcie grupy na swoją stronę? Czy w ogóle warto rozważać pracę z grupą w ten sposób ? Jak miałby sprawić by przyjęto jego perspektywę? Czy to w ogóle jest jego rola? Czy o to chodzi w prowadzeniu warsztatów?

Zobacz również