LifeFree.pl

Odkrywanie natury: Czym są podróże i dlaczego ludzie podróżują?

Może watro, jakkolwiek wydaje się to być szalone i niemożliwe zacząć dostrzegać coś, co trzeba chronić i pielęgnować w najbliższej okolicy. Powoli odkrywać i na nowo uczyć się własnego miejsca: starych drzew, zdziczałych parków, zapomnianych stawów...
Odkrywanie natury: Czym są podróże i dlaczego ludzie podróżują?
Odkrywanie natury: Czym są podróże i dlaczego ludzie podróżują?

Mój znajomy, który prowadzi biuro podróży mawia, że ludzie podróżują, by zrobić sobie zdjęcie na tle . . . , a następnie pochwalić się nim znajomym, że TAM byli. No tak, rzeczywiście coś w tym chyba jest. Długie weekendy, wakacje, urlopy, to wszystko zmusza ludzi do opuszczenia swojego domu, mieszkania. Ten, kto zostaje na miej-scu powinien się wstydzić . Ten, kto wyjeżdża, może czuć się dumny, może mieć to szczególne poczucie wyższości, gdy chwali się znajomym, że był poza domem. Najlepiej gdzieś bardzo daleko. Im dalej tym lepiej. Ten przymus podróżowania jest znakiem naszych czasów, ale też i charakterystycznym rysem konsumpcyjnej kultury świata zachodniego. Bo przecież podróżują wyłącznie bogaci, ci, którzy nie muszą martwić się, jak przeżyć kolejny dzień. Ale pęd do podróżowania odkrywa również zakamarki naszej prawdziwej natury. Przez większość czasu naszej ludzkiej historii przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu schronienia i pokarmu. Byliśmy zbieraczami i łowcami. Dzisiaj też zbieramy i łowimy, choć nasza zdobycz jest zupełnie innego rodzaju. Nie służy tak jak kiedyś przeżyciu, choć w pewnym sensie też o przeżycie tutaj chodzi. W dobie wszechogarniającej nudy (bo mamy już wszystko) oraz ucieczki przed pracą (której przecież szczerze nie lubimy) spełniamy się w poszukiwaniu nowych wrażeń i doznań. Właśnie podróżowanie jest jednym z najlepszych sposobów uzyskania tych szczególnych przeżyć. Tak czy owak większość z nas idzie tutaj na daleko idący kompromis, bo wprawdzie np. wypuszczamy się do Afryki, ale spędzamy tam czas w turystycznych gettach nazywanych enigmatycznie kurortami by ostatecznie poczuć się jak u siebie w domu (choć gdzie indziej): śpimy w wygodnym łóżku, jemy głównie to, co we własnym kraju oraz wylegujemy się na plaży, która jest niemal taka sama jak nad naszym morzem. Tak oto możemy pochwalić się, że odbyliśmy egzotyczną podróż, choć ta egzotyka oglądana była przez szybę autokaru z klimatyzacją. Inni, ci mniej liczni zakładają plecaki i jak ognia unikają turystycznych  centrów. Lubią za to się włóczyć i docierać do najdalszych zakamarków. Naprawdę jednak są dużo groźniejsi od tych pierwszych. O ile bowiem tamci rzadko wystawiają swój nos poza hotel i w ten sposób nie ingerują w to, co rzeczywiście egzotyczne, o tyle ci drudzy uwielbiają być odkrywcami tego co dziewicze. Wypuszczają się więc w miejsca cenne przyrodniczo lub odwiedzają siedziby tubylców, którzy nie zostali jeszcze zepsuci przez zachodnią kulturę. Zarówno pierwsze jak i drugie spotkania kończą się dla tego, co jeszcze niezmienione zazwyczaj źle. Można by rzec, że dzika przyroda życzy sobie wszystkiego, co nieludzkie, zatem obecność w niej człowieka i to w dodatku cywilizowanego nie wychodzi jej na dobre. Podobnie jest z miejscowymi ludźmi. Obdarzani prezentami bądź pieniędzmi uczą się w końcu rezygnować z tradycyjnego stylu życia i stają się stopniowo atrakcją turystyczną, z czego czerpią zyski finansowe. Tak oto niszczone są społeczne więzi, ludzie przestają kultywować tradycyjne rzemiosła, odchodzą od starych zwyczajów i zamiast żyć, zaczynają odgrywać swoje życie na sprzedaż. Pamiętam, jaki byłem zniesmaczony, gdy w Mongolii, wysoko w górach, po całodziennej konnej wyprawie (zupełnie niekomercyjnej) natknęliśmy się na siedzibę ludu Tsatan, hodującego renifery. Wydawało się, że jesteśmy na końcu świata, a nasi gospodarze pierwszy raz widzą blade twarze. Jednak wszystko rozwiało się, gdy gospodarz osiodłał renifera i chciał, żebyśmy się na nim przejechali za . . . jedyne 5 dolarów. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz poczułem wstyd za siebie i innych, którzy podróżują. Zwykle tam gdzie nas nie ma, wydaje się, że jest lepiej. Gdzieś dalej jest piękniejsza przyroda, bardziej zachwycające widoki, życzliwsi ludzie, pełniejsze życie . I poniekąd to nasze przekonanie ma uzasadnienie. Przecież miejscem gdzie żyjemy jest przede wszystkim miasto z jego brzydotą, obcością innych, doświadczanym kieratem w pracy czy w szkole. Wypuszczając się dalej uwalniamy się od tego wszystkiego, bo wybieramy zwykle piękne miejsca. Ale w tej logice leży tragiczna konstatacja: z miejsca, w którym żyjemy zrobiliśmy coś, co nie nadaje się do życia (głośne, smrodliwe i duszne, jakby powiedział pewien indiański wódz) i dlatego musimy szukać czegoś nowego, czegoś innego - niezepsutego. Paradoks jest taki, że to nowe miejsce z powodu naszej wygody zmieniamy ostatecznie tak, że z pierwotnego i naturalnego piękna niewiele pozostaje. Podróżowanie jest więc ucieczką ze świata, którego nie lubimy do świata, którego za chwilę lubić nie będziemy, bo stanie się komercyjnym lunaparkiem. Jak już wszystko zamienimy w turystyczne lunaparki, gdzie wtedy pojedziemy? Ostatecznie więc ta przemożna chęć podróżowania obnaża nasz brak zakorzenienia, brak związków z miejscem, w którym żyjemy. Tak, podróżowanie jest jakąś żałosną namiastką prawdziwego bycia w MIEJ-SCU, własnym miejscu. Gdybyśmy tak naprawdę byli u siebie, w pełni doświadczali tego, co jest blisko, kochali to, co nas otacza, czuli się dobrze w swoim domu rozumianym jako najbliższa przestrzeń życiowa, szanowali to, co zostało nam powierzone pod opiekę, czy wtedy coś gnałoby nas do wyjazdu? Cóż, im bardziej niszczymy to TU, tym bardziej poszukujemy czegoś niezmienionego TAM, ale też tym bardziej narażamy to TAM na degradację. Trzeba to wyraźnie powiedzieć: jesteśmy obcy i nigdzie nie jesteśmy tak naprawdę u siebie. Albo raczej wydaje się nam, że jesteśmy obcy. Dlatego skazani jesteśmy na kolekcjonowanie miejsc i chwalenie się tym przed innymi z nadzieją, że ktoś w końcu nas doceni, a my staniemy się pełniejsi, bo zaliczyliśmy więcej niż inni. Tak czy owak niczego to nie zmienia na dłuższą metę, no może zmienia tylko to, że świat, a szczególnie ostatnie naprawdę dzikie miejsca stają się bardziej na sprzedaż. Może więc czas zatrzymać się nad tym i spojrzeć uczciwie na ten kolejny przymus w naszym życiu. Może warto zrobić coś innego niż poddawać się tej masowej fali wyjazdów za wszelką cenę. Może watro, jakkolwiek wydaje się to być szalone i niemożliwe zacząć dostrzegać coś, co warto chronić i pielęgnować w najbliższej okolicy. Powoli odkrywać i na nowo uczyć się własnego miejsca: starych drzew, zdziczałych parków, zapomnianych stawów, czy rowów przy drogach. Odkryć własnych sąsiadów, a w końcu także przyjrzeć się na spokojnie sobie. Jest takie taoistyczne powiedzenie: można poznać cały świat nie wychodząc ze swojego domu; ten, kto podróżuje, ten niewiele wie. Czyż nie brzmi to jak herezja? Ale taka właśnie jest ta najważniejsza podróż, jakiej doświadczamy. Podróż, w której poznajemy samych siebie. Nie trzeba nigdzie jechać, żeby to zrobić. A nawet trzeba nie jechać, nie uciekać przed sobą, żeby w końcu siebie spotkać.

 

Tekst pochodzi z książki „Odkrywanie natury” - dostępnej jako pdf tutaj

 Ta publikacja może Ci pomóc w osobistej praktyce głębokiej ekologii, jako że pokazuje jedno z podstawowych narzędzi głębokoekologicznego wglądu – GŁĘBOKIE PYTANIA...

Tagi

Ludzie

Ryszard Kulik

Ryszard Kulik

Trener
doktor psychologii, trener rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne (rekomendacja II st.) Od 26 lat zaangażowany w prowadzenie grup w ramach edukacji psychologicznej i ekologicznej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zobacz również