LifeFree.pl

Holistyczne Szkice Trenerskie: Wiedza czy niewiedza

Z wielkim zainteresowaniem obserwuję rosnącą wszędzie dostępność warsztatów, kręgów, grup wymiany, wielość ciekawych podejść i metod w nich zawartych…
Holistyczne Szkice Trenerskie: Wiedza czy niewiedza
Holistyczne Szkice Trenerskie: Wiedza czy niewiedza

Z wielkim zainteresowaniem obserwuję rosnącą wszędzie dostępność warsztatów, kręgów, grup wymiany, wielość ciekawych podejść i metod w nich zawartych…

Angażuję się na co dzień w pracę z grupami trenerskimi rozwijającymi umiejętności pracy warsztatowej. W mojej pracy również obserwuję jak wciąż rośnie spójność, determinacja, moc zamiaru robienia czegoś sensownego w ludziach chcących zmieniać świat przez pracę z innymi. Przez pracę grupową, która z założenia ma pomagać. Zjawiska te są dla mnie niezwykle ważne. To również moja ścieżka pracy z sensem, ścieżka serca.

Wśród propozycji/pomysłów, z którymi się stykam jest wiele, coraz więcej, pracy z ciałem, ruchem, dotykiem, sztuką, przyrodą, człowiekiem, grupą. Jest też coraz mniej propozycji nakierowanych na kontakt z wiedzą rozumianą jako teoria, model, wzór zachowań, skierowanych do umysłu, a może nawet „lewej półkuli”, jak się niekiedy nazywa koncentrację na wiedzy. Mam więc wielką przyjemność obcować z narastającą ilością uczenia się przez doświadczenie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że większość edukacji a i terapii niestety nadal kieruje się na pracę z umysłem i gadanie… Cieszę się. I niepokoję się zarazem. Tam gdzie światło tam i cień. Doświadczenia bywają piękne, uwznioślające, budujące, otwierające, inspirujące, poruszające itp… Jednak jest jeszcze coś.

To coś na co tu chcę zwrócić uwagę to operacyjność. To możliwość wniesienia tego co Uczestnik przyjmuje (na warsztacie) do jego życia codziennego. To możliwość świadomego przywołania nabytej kompetencji jakiś czas później, stosowania ze zrozumieniem, wiedzenia co się nabyło/odkryło/przywróciło po to by móc oprzeć się codzienności mającej ochotę zawrócić nas z obranej drogi rozwoju (tu zawrócić z drogi stosowania tej nabytej umiejętności). Jako utrwalacz i antidotum na wdzieranie się systemu widzę wiedzę, rozumienie, lewą półkulę i pamięć. Okropne? Dla niektórych na pewno. Te straszne słowa, precyzyjne nazywające, zmieniające przyjemność doświadczania w naukę…

Chcę powiedzieć, że minimum systematyzacji, klarowania, nazywania, korekty, oraz objaśnienia wydaje mi się nadal konieczne. Odrobina sarkazmu w słowie nadal ( i wcześniej) ma swoje źródło w obserwacji, że adepci sztuki pracy z doświadczeniem zdają się żyć w swoim czasie, w swojej świadomości, i przekonaniu że doświadczenie wystarczy. Tymczasem na sali są również osoby w innym czasie i swojej świadomości. Adepci ci mogą potrzebować objaśnienia, teorii, a nawet powołania się na jakiś model wiedzy i autorytet by uwierzyć a następnie przyjąć a następnie używać śmiało przekazu swoich nauczycieli. Doświadczenie, zwłaszcza w kanale czucia czy ruchu a więc będące centralnymi składnikami pracy doświadczeniowej lewopółkulowych, „normalnych” uczestników mogą wręcz wystraszać wprowadzając ich w niecodzienny stan ciała i umysłu …

Kiedy zauważam tę niechęć do tej paskudnej nazywającej twardej wiedzy, która tak odziera doświadczenie z mistycyzmu a chwilę z świętości mam sporo obaw. Boję się o cele prowadzącego. Czy one są na pewno celami uczestników, a także boję się o motywację do omijania wiedzy twardej-czy nie jest nią jakaś osobista trudność prowadzącego w jej przekazywaniu. Obawiam się też zwłaszcza kiedy myślę o warsztatach uczących umiejętności pracy z innymi ludźmi, że zbyt mała porcja tej warstwy przekazu na warsztacie uczącym np. tańca, dotyku, masażu, może skutkować trudnościami z odpowiedzią ciekawym jej klientom absolwentów warsztatu. Wreszcie na koniec uznaję za wartość by nie tworzyć wokół rozwoju nadmiernej aury mistycyzmu, zbyt daleko idącej wiary w intuicję, gdyż może to stanowić trudność dla szerszej grupy odbiorców, którzy jednak idą tu prosto z mainstreamu opartego na autorytetach, algorytmach, paradygmatach, modelach, definicjach i wszystkim co twarde. Chodzi mi o to, że osoba/uczestnik/adept wchodzący w świat tego co miękkie potrzebuje swego rodzaju śluzy, osłony, swojego języka by przyjąć impuls zmiany, który sam/a zaprasza. Nie każdy adept. Dla części doświadczenie jest wspaniale wystarczające. Są jednak i ci dla których wiedza jest już wystarczająca. Część po prostu musi mieć tę osłonę by wejść. A i dla tych co już są głębiej może wiedza twardsza, z głowy do głowy być silnym doświadczeniem własnej niekompetencji, która stanowi świetną motywację do dalszego uczenia się w tym na doświadczeniu. O budowaniu autorytetu prowadzącego na przekazie werbalnym, merytorycznym nie wspominam celowo ;).

Ludzie

Bartosz Płazak

Bartosz Płazak

Trener
Trener kompetencji społecznych. Posiada rekomendacje trenerskie I i II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, specjalizuje się w szkoleniach kształtujących kompetencje społeczne: trenerskie, liderskie , handlowe i obszaru efektywności osobistej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zobacz również