LifeFree.pl

Warsztat, czyli co? Rzecz o punkcie skupienia uwagi. Centrum warsztatu

O świetnych warsztatach krążą relacje, legendy nawet, słychać dyskusje, można usłyszeć opowieści, którym towarzyszą iskry w oczach, bywa, że pada jedno słowo poparte energią, która wystarcza za resztę słów.
Bartosz Płazak
Bartosz Płazak

Ludzie przeżywają warsztaty różnie, na różne aspekty warsztatu zwracają uwagę (różne warstwy, części, wartości).

W relacjach mówi się o dynamice, pracy trenera, doborze treści, organizacji, ciastkach, krzesłach, obiedzie, w organizacjach często mowa jest o celach, zadaniach... Mam wrażenie, że gdzieś jest, lecz nie na pierwszym planie, uczestnik. I to właśnie wydaje mi się zarazem ciekawe i bardzo ważne. Kto, (co) był (o) w centrum uwagi tego wydarzenia, zwanego warsztatem.

W moim rozumieniu to właśnie Uczestnik powinien być w centrum uwagi wydarzenia, zwanego warsztatem. Jeśli tak jest, będzie się to przejawiać na wiele sposobów na warsztacie. Można to zaobserwować, choć wydaje mi się, że niewielu patrzy w ten sposób. Niewielu uczestników. A to przecież o Was chodzi podobno.

O ile osoba odbiorcy jest ważna, nie może tych osób być za dużo ani za mało. Dynamika pracy w grupie wymaga bowiem odpowiedniej ilości osób by mogła nastąpić wymiana, wzbogacanie się nawzajem (nie tylko w kuluarach). Istnieją granice wielkości grupy. Bardzo wyraźne. 20 osób to już za dużo, 5 to za mało. O optimum mówi się pomiędzy 10 a 14 osób. A o warsztatach, w ofertach, mówi się bez zaznaczania tego ile osób będzie.

O ile osoba uczestnika jest ważna warsztat w swoim przebiegu powinien zakładać możliwość ujawniania jej potrzeb oraz uzyskania przestrzeni do ich realizacji, bądź jeśli potrzeby wychodzą poza warsztat, dobrze by mogła się dowiedzieć wprost, że nie będą zrealizowane. Idąc dalej w ten wątek, dobrze by prowadzący umiał zaobserwować potrzeby uczestnika (ów) i dostarczyć im to, czego potrzebują nawet, jeśli sami nie umieją tego wyartykułować. Zakładam więc, że prowadzący pracuje z jednostką w przestrzeni jej potrzeb i luk. To nie koniec. Równowaga. Prowadzący pracuje też z jej zasobami tak, by na nich budować. Jedno i drugie wymaga uważności, czasu, chęci i umiejętności aranżowania sytuacji, w której będą się owe dziać. Bo to, że powinny się dziać wcale nie znaczy, że mają obarczać w całości prowadzącego wprost. Jest też grupa.

O ile osoba uczestnika jest ważna, daje się zauważyć szereg zjawisk w przebiegu wydarzenia, jak dopasowanie struktur i narzędzi pracy, jak elastyczny czas pracy, jak różnicowanie przez prowadzącego sposobów uczenia się, by każdy z uczestników miał możliwość przetwarzania swoim sposobem, a nie tylko ulubionym sposobem prowadzącego.

O ile osoba uczestnika jest ważna, na warsztacie pewnie da się zaobserwować odchodzenie od tematu (pozorne) i zajmowanie się tym, co dany uczestnik wnosi, co potrzebuje by iść dalej. Oznacza to pracę z pytaniami, emocjami, wątpliwościami czy trudnościami, które rodzą się kiedy ludzie się uczą. Chodzi mi o pracę w której, nie rezygnując z trzymania się tematu i granic pracy warsztatowej zajmujemy się wniesioną treścią i pomagamy komuś pójść dalej. Używam słowa „my” mając na myśli trenera i grupę.

O ile osoba uczestnika jest ważna w warsztacie są różnej długości przestrzenie na uczenie się umiejętności, wiedzę, pracę z wewnętrznymi procesami uczestników. Jest też czas na wprowadzanie i kończenie. Nie ma zaś pędzenia do przodu by odhaczyć punkty programu, które są w ofercie. Nie ma też zbyt wielu punktów programu w ofercie. Prowadzący sprawdza zaś, czy te przestrzenie są adekwatne dla odbiorców, niekiedy wprost ich o to pytając.

O ile osoba uczestnika jest ważna prowadzący nie będzie rezygnował z realizacji tematu i celu warsztatu. To może oznaczać, że pojawią się konfrontacje pomiędzy prowadzącym a uczestnikami. Warto pamiętać, że wiele osób składa się z wielu osób (wewnętrznie) i kiedy jedna z tej rodziny deklaruje chęć rozwoju, inne lubią się temu na różne sposoby sprzeciwiać. O ile więc ktoś się czegoś chce nauczyć, może trzeba będzie przejść jakiś próg, przedyskutować warunki zmiany itd. To zaś oznacza pracę, trud. I dopiero za jakiś czas a może wcale, ktoś zauważy tego sens. Warto w to wierzyć.

CDN.


 

Artykuł ten jest pochodną moich doświadczeń i wiedzy na temat pracy z grupą i źródeł jej efektywności. Tezy zawarte w tej i innych jego częściach są ściśle związane z sposobem pracy jaki realizuję i jakiego uczę na swoich zajęciach dla trenerów w tym w Holistycznej Szkole Trenerów.

 

Tagi

Ludzie

Bartosz Płazak

Bartosz Płazak

Trener
Trener kompetencji społecznych. Posiada rekomendacje trenerskie I i II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, specjalizuje się w szkoleniach kształtujących kompetencje społeczne: trenerskie, liderskie , handlowe i obszaru efektywności osobistej.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Przez ciało do Pełni

Przez ciało do Pełni

Rozwój
czwartek, 05 września 2019, 22:28
Wracając do starych książek trafiłam na niemal już kultową pozycję “Życie piękna katastrofa”, w której Jon Kabat-Zinn napisał...
Radość potrafi być trudna

Radość potrafi być trudna

Rozwój
czwartek, 29 sierpnia 2019, 16:44
Dziwne, prawda? Jak to trudna radość. Przecież to jedna z najbardziej pożądanych przez nas emocji...

Zobacz również