LifeFree.pl

Pojedź na rejs. Popłyń na warsztat

Kiedy okrętujesz się na jacht, wchodzisz na trap, stajesz się załogą wydać ci się może, że wiesz czego możesz się spodziewać. Jest ktoś kto jacht prowadzi, bierze odpowiedzialność za kierunek, nawigację podział zadań i załogę.
Pojedź na rejs. Popłyń na warsztat
Pojedź na rejs. Popłyń na warsztat

Kiedy okrętujesz się na jacht, wchodzisz na trap, stajesz się załogą wydać ci się może, że wiesz czego możesz się spodziewać. Jest ktoś kto jacht prowadzi, bierze odpowiedzialność za kierunek, nawigację podział zadań i załogę. Skiper, kapitan, sternik, jakkolwiek go nazywać. Możesz przyjąć, że wystarczy robić to co będzie od ciebie chciał i wystarczy by wszystko grało. Podobnie z załogą, Twoimi kolegami, tymi którzy razem z Tobą wsiadają na pokład by wypłynąć na szeroką wodę. Cieszysz się na dobre relacje, może trochę się obawiasz, że z kimś się nie dogadasz. Króluje jednak optymizm.

Kiedy dumny jacht wychodzi z portu wszyscy są podekscytowani. Kto pływał wie. Kto nie pływał może być pewien przypływu energii. Podniecenie, radość, ciekawość mieszają się z nutą obawy, ekscytację uzupełnia niepewność. Te dwie ciemniejsze emocje oczywiście w mniejszości. Kto pływał wie, kto nie pływał-to raczej po prostu naturalne na początku każdego grupowego wyjazdu czy warsztatu. Przygoda zaczyna się. Czas na nowe. Nowe miejsce do spania które przypomina parapet, toaleta jak jednodrzwiowa szafa na ubrania ( od razu z prysznicem). Dyżury w mesie, ładowanie akumulatorów żeby lodówka chodziła i by móc podładować telefon. Słuchanie UKFki, patrzenie na GPS, głębokościomierz i pilnowanie kursu. Spotkanie z jachtową rzeczywistością to frajda sama w sobie ;). Gwiazdka. Dla niektórych zdziwienie, zaskoczenie a nawet lęk. Mijamy główki portu . Pierwsze komendy na żagle, gasimy silnik słychać tylko wiatr. Trochę kiwa, trochę się przechyla. Uśmiechy, badawcze spojrzenia, uczymy się nazw lin, węzłów, wiatrów. Uczymy się łódkowego życia. Uczymy się też tego jak tu żyć ze sobą. Poznajemy się. Łódka płynie, płynie czas, a my coraz więcej ze sobą jesteśmy. Podaj linę, wybierz, poluzuj, postawcie żagiel. Kto dziś robi obiad a kto sprząta po obiedzie. Pycha, super, a jak szybko! Palce lizać makaron z groszkiem pod grotem, na falach. Po stole odjeżdżają talerze, widelce i kubki. Sternik w jednej ręce dzielnie dzierży koło sterowe w drugiej talerz z obiadem. Karmi go na przemian ze sobą samą przyjazna załogantka. Jak się zapomni to swoim widelcem. Wszędzie razem. Śniadanie obiad, kolacja, port, pływanie, cumowanie. Cudów nie ma. Tu i tam ktoś się najeży, ktoś warknie, ktoś powie co go boli. Słuchamy, patrzymy, pytamy. Docieramy się. Docieramy do siebie. Mamy też materiał do pracy rozwojowej. Ale to za chwilę. Bo teraz manewry. Dochodzimy do portu. Zrzucanie żagli, klarowanie lin, zsynchronizowane współdziałanie przy przybijaniu do brzegu. Jacht z załogą waży kilka ton, jest w ruchu, nie staje w miejscu a keja się nie przesunie ;). Od naszej współpracy zależy czy staniemy zgrabnie przy pomoście a w gorszych warunkach zależeć może nasze bezpieczeństwo. Tubylec wymachuje przyjaźnie ręką i mówi 400 kuna za dobę. Skiper przełyka na dziobie , że prawie słychać na rufie i patrzy w pokład. Miejsce piękne, przecież nie zawrócimy, miało być mniej kuna(chorwacka waluta). Ekscytacja rośnie, tętna się podnoszą, oczy błyszczą, ciała pracują. Ktoś się cieszy, ktoś działa ktoś się uczy, ktoś zamiera. Wszyscy razem wzrastamy w sprawności jako załoga, pomimo, że różnie wchodzimy w tę pracę. Każdy na swój sposób doświadcza siebie swoich mocy i ograniczeń. I ja i ty uczymy się od siebie wprost albo w lustrzanym odbiciu. Jacht, załoga, rejs, pływanie, nasze interakcje i wewnętrzne procesy nawet nienazwane sprawiają że się rozwijamy. Ktoś staje z boku, to nie jego czas na aktywność... Ale jest jeszcze coś. Praca rozwojowa, warsztaty, i tam możemy wrócić by spojrzeć głębiej na to co się działo.

Na rejsie trochę trudno o program warsztatów. Często zmienia się pogoda, założony czas na wodzie wydłuża się bo pływamy pod wiatr, są zmiany kierunku wiatru, omijamy płycizny itp. Warsztat jest więc zawsze wtedy gdy jest na to czas i energia załogi. Bywa, że łódź idzie w sporym przechyle a my gramy w gry im pro (praca nad swobodą wyrażania siebie i spontanicznością). Bywa, że całą załogą omawiamy coś co się właśnie wydarzyło. Zdarza się, że członkowie załogi zajmują się indywidualnymi sprawami w towarzystwie prowadzącego. W każdym jednak momencie inspirujemy się do rozmyślań. Wzajemnie, a także tym co się dzieje na jachcie i wokół. Zauważmy analogie żeglarstwa i naszego życia („sprawny sternik wie jak podnieść łódź z przechyłu jak rodzic wie jak zatrzymać dziecko rozkręcone w zabawie”, „lepiej nie stawiać za dużo żagla przy silnym wietrze bo można go potargać i wpaść w kłopoty z napędem” czy „ jak za często kręcisz sterowym kołem jesteś ciągle na zakręcie”). Inspiruje przestrzeń, z jednej strony pusta, z drugiej pełna (wyspy, latarnie, boje, cieśniny, porty, otwarte morze, flauta i siódemka w skali Beauforta). Ileż można w nich zobaczyć tego co masz i tego czego szukasz. A skiper kiedy nawiguje wśród nich do celu jest jak ty sam kiedy płyniesz przez swoje życie. Jest więc o czym myśleć i rozmawiać. Kiedy jest więcej spokoju siadamy na dziobie, burcie czy rufie i zajmujemy się tym z czym przyjechaliście na rejs. W relacji jeden na jeden. Skpier zostawia koło sterowe i staje się coachem, towarzyszem w rozwoju. Siadamy i sami odkrywacie to już jest w Was i oczekuje na odkrycie. Bywa, że wszyscy grupowo zajmujemy się tym co ktoś wniósł, co go zajmuje. Uważność, wsparcie, humor i dbałość. Prawie jak w załodze żaglowca. Żagiel ma moc dawania rozpędu, ale nie należy wystawiać go na niepotrzebny wysiłek.

Z dnia na dzień poznajemy się coraz lepiej, sami siebie i w grupie. Jesteśmy coraz bliżej, coraz to bardziej są otwarte i wartościowe wskazówki i zwroty które sobie dajemy. Rośnie w siłę nasza moc załogi (grupy) jako całości, skomplikowane manewry są łatwiejsze, skupiona uwaga zmienia się w swobodę i humor. Znamy się, współpracujemy i wspieramy. Słowem fali za burtą towarzyszy fala rozwoju.

Na zakończenie rejsu jesteśmy zgraną ekipą. Pożegnaniom towarzyszą łzy wzruszenia, jak to bywa u tych co sporo przeszli razem i wiele sobie dali. Ci sami co przyjechali a jednak inni. Bo przecież żeglarstwo i warsztaty rozwijają. Razem mają naprawdę wielką moc. I dają nam Moc. Popłyń z nami. Popłyń z wiatrem. Weź nowy kurs. Sięgaj po Moc.

 

Holistyczna Szkoła Trenerów Katowice 2018

Galeria HST

Tagi

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zazen/Photo by David Gabriel Fischer

Medytacja jako praktyka cielesna.

Rozwój
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:18
Stwierdzenie, że zazen jest praktyką cielesną, może u niektórych osób wywołać spore zaskoczenie: "jak to? skoro zen jest ścieżką duchową, to gdzie tutaj miejsce dla ciała, chodzi przecież o doskonalenia ducha, o jego trening?".

Zobacz również