LifeFree.pl

O robieniu NIC.

Cisza, której wielu uczestników bardzo się boi, i podobnie wielu prowadzących, jest katalizatorem kontaktu. Jest narzędziem. I bynajmniej nie jest przejawem lenistwa prowadzącego;).
Bartosz Płazak
Bartosz Płazak

O robieniu NIC.

Osobiście uważam, że jest to jedna z ważniejszych kompetencji trenera. Nic nie robić. Tak, tak. Słyszę już te:  „jak to?”, „co Ty mówisz?”, „co ty?”… Tak, chodzi o to by nic nie robić. Zadziwiająco często, warto a sytuacja aż prosi o Nic. Z czasem i stażem widzę i wiem, że jest to bardzo efektywny sposób pracy. To działanie, które wywołuje zaskakująco dobre efekty.  Pobudza, uczy, wspiera, podnosi energię, uwalnia potencjał, przenosi przez progi, buduje relacje, uczy samego siebie, wzmacnia samoświadomość, kontaktuje z emocjami, buduje moc osobistą, znakomicie wspiera osiąganie celów. Oczywiście w modelu pracy z grupą, w którym Uczestnik jest widziany i chciany jako partner a nie jako podmiot do realizacji pomysłów ze scenariusza prowadzącego.

Podejmowanie szlachetnego Nic trochę wymaga. O tyle wymaga, że przecież po jednej i po drugiej stronie ( uczestnika i prowadzącego) powstaje próżnia. To o nią tu chodzi. Próżnia kiedy styka się z powietrzem albo innym środowiskiem działa na nie ssąco.  Przekładając na język rozwoju zachęca do ujawniania się potencjału. I byłoby bardzo pięknie i prosto zamiast wymagająco (czytaj trudno albo chociaż trudnawo) gdyby nie kilka przekonań, emocji, oczekiwań, założeń nawiniętych na role, w których widzi się uczestnik i trener (czyli za kogo się on/ona w tej relacji ma).

Oczywiście. Kiedy Grupa ma do czynienia z trenerem pracującym w znacznym poziomie swobody, obecności, łączącego strukturę z procesem,  w kontakcie i reagującego na zmiany potrzeb, potencjału i pozwalającym sobie na naturalne podążanie za sobą i za grupą i jest to ten pierwszy raz, będzie zaskakująco. Pewnie będzie sprzeciw, protest, opór, trudności, wezwania do poprawienia się (naprawienia się) czyli podjęcia aktywności przez prowadzącego. No bo przecież to jego obowiązek. Prawdopodobnie pojawi się napięcie.  Zawsze jest ten pierwszy raz.  Później często się coś zmienia i cisza zmienia się w Ciszę. Cisza z wzrokiem w podłogę zmienia się w Ciszę pełną błyszczących oczu. Prawda, że inny potencjał ?

W ćwiczeniach wprowadzających do medytacji, praktyki uważności zachęca się do wglądu w to, co się pojawia kiedy zwalniamy, zatrzymujemy zwyczajową (w tym zachodnim świecie) aktywność ciała i umysłu. Jest za tym założenie, że coś tam jest. No i jest. Jak zatrzymujemy aktywność (czytaj dynamikę i strukturę pracy człowiekiem, grupą ludzi), która angażuje, zajmuje, wypiera to co jest niżej i głębiej w nas do głosu dochodzi TO. A wewnątrz TO są potrzeby, emocje, przekonania, wartości, motywacje… Słowem wszystko to co czeka w kolejce, często zapomniane, niechciane i tym bardziej wołające o uznanie swojego prawa do obecności. Parafrazując:  TO wszystkie części mnie, którym każę czekać bo na teraz wybieram co innego.  W dobie dogmatu sukcesu rozumianego jako osiąganie, najczęściej TO oznacza potrzeby Ja. Natomiast przykryte jest tzw. pragmatycznymi dążeniami.  W grupie na wierzchu mamy więc potrzebę pozyskiwania tego co ma nas ulepszyć, unieść, jeszcze zwiększyć efektywność w osiąganiu. Pod tym mamy Ja, (widzę to w każdej grupie z którą pracuję) które  potrzebuje wspólnoty, bliskości, pogadania, posiedzenia, powiedzenia co mu się nie podoba, zadania pozornie głupiego pytania, uzyskania przestrzeni bezpieczeństwa do powiedzenia o sobie i o tym co mu jest do szczęścia na teraz potrzebne, często do wyrażenia zadowolenia, radości, uznania (które to jako emocje, nie są przecież pragmatyczne i nie za bardzo pasują do sytuacji pracy, która ma dać jakiś wynik).

Kiedy więc zapada cisza, prowadzący ma na tyle spokoju w sobie co do tego że Ona ma sens to dochodzi do głosu To. I o ile zrobimy Mu trochę miejsca zaczyna się dziać to czego może bardziej potrzeba grupie a i prowadzącemu. Ujawniają się skonteneryzowane, skompresowane  procesy wewnętrzne. I trochę zaczynają być uzewnętrzniane. Na początek trochę. Lata trzymania nie ustępują w kwadrans. Cisza za to nawet kilkuminutowa, ma właściwość zapraszania ich na środek. Do pierwszego kroku.

To na tym nowym podłożu, nowej wyciszonej energii, nasyconej Ego (dążącym „Rób”) i Ja (będącym „Bądź”),  w pełniejszym kontakcie i bardziej prawdziwie ze sobą możemy „położyć” materię. A raczej materiał. Czyli to co mamy do zrealizowania, przekazania, powiedzenia, przećwiczenia. Pracować i być by zRobić co jest do zRobienia.

Cisza, której wielu uczestników bardzo się boi, i podobnie wielu prowadzących, jest katalizatorem kontaktu. Jest narzędziem. I bynajmniej nie jest przejawem lenistwa prowadzącego;).  Istnieje wiele rodzajów ciszy. O tym w kolejnym tekście.

Cisza pomaga nam wszystkim i że jest bardzo potrzebna. W niej się wydarza więcej.

Tagi

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Galerie zdjęć

Warto przeczytać

O samoświadomości

Holistyczne szkice trenerskie. O samoświadomości.

Rozwój
czwartek, 25 października 2018, 17:01
Jest coś jeszcze. I może się okazać ważne. To co robimy sobą oprócz przekazywania wiedzy i używania sposobów. Jaki wpływ wywieramy samą swoją obecnością, co przepływa jako nienazwany, przekaz i jest odbierane przez uczestnika.

Zobacz również