LifeFree.pl

Ja tak nie mam. Nie jestem ZEN

„Przyszła kryska na Matyska” - pytanie: po co mi rozwój? Trafiło i na mnie. I szybko się zorientowałam, że rozwój nie musi zakładać „niewystarczalności”. Właściwie dla każdego może oznaczać coś innego.
Anna Cygan
Anna Cygan

Bo właściwie o jakim rozwoju mowa? Definicyjnie rozwój na pewno jest procesem, progresywnym, dynamicznym, trwającym w czasie szeregiem zmian. I od poczęcia jest naturalny na każdej płaszczyźnie – od podziału komórek po zapłodnieniu, poprzez nabywanie nowych doświadczeń i umiejętności z upływem lat… i naprawdę dzieciom nie trzeba pomagać uczyć się chodzić, mówić, wymyślać zabawy, dbać o swój rozwój. Dzieci nie trzeba wspierać – wystarczy im nie przeszkadzać. Ideo motoryka pcha. Wszystko dzieje się, kiedy jest na to gotowe. Ale u dorosłego? Rozwój osobisty? Jedni mówią o „stawaniu się lepszą wersją siebie”, „o wydobywaniu potencjału”, inni o „byciu w tu i teraz i akceptacji”.

I faktycznie jakby podejść do sprawy w myśl muszę się zmienić, bo jestem niewystarczający – rozwój może się okazać kolejną ucieczką zbiedzonego umysłu od tego kim właściwie jestem. Poprawianiem, ulepszaniem, nie akceptacją, oporem i walką. Wyczerpujące. Z drugiej strony stanięcie na założeniu – jestem jaki jestem w chwili obecnej – radźcie sobie ze mną, dajcie mi lepszą pracę, rodzinę, pieniądze, jedzenie i widok gór, „bo ja jestem w tu i teraz”… - jakoś do mnie nie przemawia. Wszystko zależy od intencji i zrozumienia. Nóż może służyć do ukrojenia chleba, ale można też kogoś (siebie) nim zranić a nawet zabić. I tak jest z rozwojem. I jakoś nie wierzę, żeby większość ludzi współczesnej cywilizacji miała warunki podtrzymujące wrażliwość i ćwiczące świadomość chwili obecnej.

Cóż. Ja tak nie mam. Ja nie jestem „ZEN”. Nie potrafię (jeszcze ;) ) stale „być w tu i teraz” 24h/dobę. I tak na tym etapie tak mam. Czasami za bardzo się przejmuję, czasami popędzam. Zresztą „bycie w tu i teraz” mogłoby być jakimś celem idealnym. I jest. Co tu kryć… ale to jest właśnie do rozwoju. Widzę koniec Drogi, potem ciemność, i światło dla jednego kroku.

Pewnie kiedyś, we wczesnym dzieciństwie Bycie w „chwili obecnej było naturalnym stanem istnienia”, naturalną umiejętnością. Biologia (mózg), wychowanie, edukacja, środowisko – zrobiła swoje – i to też jest normalne, inaczej byśmy nie przetrwali. Musiało się wytworzyć ego i myślenie. Ceną jednak i skutkiem cywilizacji jest jednak uśpienie, jakby „schowanie” tej umiejętności. I można w sumie tak żyć… na śpiocha. I wielu jest tak dobrze. Nawet nie wiedzą, że śpią, że są martwi za życia. Ale innym to nie wystarcza... Mi nie wystarczało. Gdzieś w środku „Coś” chciało się wydostać, chciało zacząć żyć naprawdę, „na żywca”, ze wszystkimi konsekwencjami. Ale cóż, „wdruki”, przekonania, iluzje umysłu, identyfikacje i potężne, myślę, że najgroźniejsze ze wszystkich „uzależnienie od myślenia” (mam wrażenie, że u co wrażliwszych wszechogarniające ;-) ), nie pozwalały mi, i ciągle utrudniają „bycie w chwili obecnej”. I można by było to tak zostawić, i „czekać na życie”, ciągle czegoś oczekując od siebie i innych. Cywilizacja się zmieniała, pośpiech, technika, ustroje społeczne… pęd i dążenie. Ale ludzie tęsknią do dawnego, dziecięcego „bycia” w wersji dorosłej, przeczuwają, że ono JEST. Stąd właśnie rośnie potrzeba i szukanie „działań rozwojowych”… cywilizacja współczesna tego nie uczy, nie uczy jak być szczęśliwym samemu ze sobą… w szkołach nie ma programów „łagodzących” skutki „rozkwitu cywilizacyjnego”, programów pokazujących dzieciom jak „być”. Za to są doskonałe programy „tresury” takich samych, uspanych osobników. Zaprogramowanych osobników. A bunt jest gaszony w zarodku. Ze wsparciem kochających „zaspanych” rodziców, którzy to w imię dobrej przyszłości dziecka, zabierają dzieciństwo, swobodę, wolność, zaufanie do siebie... i chwile obecne. Przecież trzeba stale myśleć o czymś innym niż „być w tu i teraz”.

I tym właśnie jest rozwój osobisty dla mnie… ćwiczeniem mięśnia świadomości, zrzucaniem wyobrażeń, oduczaniem się myślenia (tyle lat programowano mnie jak mam myśleć „myśl dziecko”… heh), doświadczaniem emocji i uczuć, świadomością myśli, zachowań. Uczeniem się od nowa zaufania do siebie, swojego ciała… ogólnie rozwój jest procesem integracji tego co wychowanie i cywilizacja rozwaliło, czego nie dało, albo czego dało za dużo. Takie „budzenie się”, powtórne narodziny, poprzez zrzucanie starych warstw, jedna po drugiej… wszystko w swoim czasie… łagodnie, ze współczuciem, czasem stanowczo… i na powrót „wewnętrznym naturalnym pchaniem” do tego co ma Być. Z otwartością „witam i rozdaję” to co przychodzi, a co ma mnie wesprzeć w „budzeniu się”… do coraz „pełniejszego, żywego życia”, do rozkwitu tej osoby,którą zawsze byłam i którą jestem. Do wyłonienia się Ja z mroków, do rozlania nieograniczonego potencjału. I tak jak u dzieci… ten rozwój on płynie, po prostu dzieje się… i nawet nie zauważam, kiedy bycie w słynnym „tu i teraz” staje się codziennością.

 

 

Holistyczna Szkoła Trenerów

Tagi

Ludzie

Anna Cygan

Anna Cygan

Trener
Pedagożka, trenerka rozwoju osobistego, założycielka Pracowni Droga Do Domu w Sosnowcu. Wspiera dzieci i dorosłych w wyzwaniach codzienności, realizuje także warsztaty dla firm i instytucji z zakresu kompetencji społecznych i rodzicielskich.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zazen/Photo by David Gabriel Fischer

Medytacja jako praktyka cielesna.

Rozwój
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:18
Stwierdzenie, że zazen jest praktyką cielesną, może u niektórych osób wywołać spore zaskoczenie: "jak to? skoro zen jest ścieżką duchową, to gdzie tutaj miejsce dla ciała, chodzi przecież o doskonalenia ducha, o jego trening?".
Holistyczne Szkice Trenerskie. O uważnej komunikacji.

Holistyczne Szkice Trenerskie. O uważnej komunikacji.

Rozwój
poniedziałek, 03 czerwca 2019, 21:53
Wiele osób, które spotykam, tęsknią za tym, aby być naprawdę wysłuchanym. Ja też za tym tęsknię. To takie uczucie, kiedy wiesz, że to co mówisz, ląduje w umyśle i sercu drugiej osoby.

Zobacz również