LifeFree.pl

Holistyczne szkice trenerskie. O samoświadomości.

Jest coś jeszcze. I może się okazać ważne. To co robimy sobą oprócz przekazywania wiedzy i używania sposobów. Jaki wpływ wywieramy samą swoją obecnością, co przepływa jako nienazwany, przekaz i jest odbierane przez uczestnika.
Bartosz Płazak
Bartosz Płazak

O samoświadomości

Wydaje się, że w pracy z grupami dorosłych, mam na myśli pracę w kontakcie, czy to w edukacji, biznesie, czy na temat rozwoju osobistego, dla jej powodzenia ważne są co najmniej dwa czynniki. Wiedza i sposoby (czytaj narzędzia). Wiedza, bo przecież uczenie, trenowanie, szkolenie najczęściej traktowane jako synonimy ma wnosić coś do życia uczestników. Sposoby bo przecież trzeba jakoś atrakcyjnie i strawnie przekazać wiedzę. To bardzo popularna opinia. To zarazem podstawowe odpowiedzi pojawiające się na pytania typu: co jest potrzebne by prowadzić warsztaty, szkolenia, by być trenerem, facylitatorem, moderatorem, by pracować z grupami, ludźmi…

Zgadzam się. Dla mnie również jest to fundamentalne.

Wiedza, jej posiadanie, głębokie rozumienie zagadnień, doświadczenie własne w obszarze tej wiedzy na temat której pracujemy pozwala zarówno mówić jak i pytać. Mówienie będzie dzięki wiedzy nasycone treścią i mocą. Pytania łatwiej się pojawią, mogą przecież powstać dopiero, kiedy istnieje świadomość wokół jakiegoś zagadnienia. Pytanie ułatwia wejście w kontakt pytającego i pytanego.

Widzący wiedzę w centrum prowadzący, trener, facylitator, moderator jakkolwiek go nie nazywać, jest bardzo blisko uczenia (nauczania) innych. To oznacza bycie w roli tego co wie i daje tym co nie wiedzą. Rola ta niestety robi z uczestników dzieci i czyni ich od niej zależnymi. Co z kolei prowadzi do napięcia kiedy zastosowanie wiedzy nie chce się udać (bo niestety sama wiedza to za mało, a do roli guru trudno kierować pytania czy dyskusję). Z kolei przetrenowanie i nauczenie się na błędach wymaga czasu a jest on przecież przeznaczony na wiedzę.

Pytanie czy można wyjść z roli tego co uczy (przekazuje wiedzę) i być w roli tego co pyta i pomaga ją odkrywać bo wierzy, że ludzie ją mają? Może warte uwagi jest stwarzanie okazji do uczenia się nawzajem od siebie? Może to będzie bardziej partnerskie wobec poszukujących rozwoju uczestników i trochę mniej kusić prowadzącego do brania za dużej odpowiedzialności za wyniki uczestników? I pozwoliłoby na dodatek dodawać tę wiedzę co ją prowadzący ma dodać, tam gdzie ona jest naprawdę potrzebna i czynić jeszcze więcej przepływu w radości i zrozumieniu?

Narzędzia, mityczne sprzęty do robienia. Sprawiają, że się dzieje. Tak. Dzieje się. Dzieje się coś dzięki czemu są szanse na uczenie się przez doświadczanie. Widzący narzędzia w centrum zbliżać się jednak może niebezpiecznie do zarządzającego. W centrum uwagi ma bowiem to jak zrobić by działo się to co ja chcę. Za to mniej jest tego czego Ty potrzebujesz i kim jesteś uczestniku, druga strono… *Mamy więc już przestrzeń do uczenia się. Czy jednak jest to przestrzeń spotkania i wymiany? Od czego to jeszcze zależy? Co jest jeszcze potrzebne?

W obydwu tych podejściach grupa, uczestnicy, uczestnik, są przesuwani w stronę miejsca dla tych, wobec i dla których się coś robi, zakładając kim są, przewidując ich potrzeby, odpowiadając na nie i sprawiając wiedzą i narzędziami by uczyli się tego co my wnosimy bo wiemy albo tego co obowiązuje w kanonie tematu.

Jest coś jeszcze. I może się okazać ważne. To co robimy sobą oprócz przekazywania wiedzy i używania sposobów. Jaki wpływ wywieramy samą swoją obecnością, co przepływa jako nienazwany, przekaz i jest odbierane przez uczestnika. Mówi się o tym, fajny, bliski, do ludzi, przyjazny, otwarty, serdeczny. Można też usłyszeć służbista, zdystansowany, zimny, wrogi, nie na miejscu, nie lubi ludzi. Bywa, że To ma decydujący wpływ na odbiorcę warsztatu. Bywa, że ten wpływ jest przyciągający, wspierający, wzmacniający. Bywa też, że ten wpływ jest dystansujący, odpychający, burzący. Bywa, że wprowadza dysonans z powodu niejednoznacznych, podwójnych sygnałów, obrazu wyłaniającego się spod treści i narzędzi. Bywa świadomy i nie świadomy. Bywa, że spójny, pełny, trzymający się i grupę w tym co najlepsze i pełen energii i świadomości. Jak to się dzieje?

Obecność, oparta na samoświadomości sprawia, że uczestnicy są zapraszani do miejsca Tych, z którymi się coś robi, którzy są partnerami i są uwzględniani. Samoświadomość tego co wysyłasz w przestrzeń obok wiedzy i narzędzi może być decydująca dla uczenia się osób i odbioru Ciebie jako trenera. Jako kogoś kto gwarantuje przestrzeń uczenia się a więc bezpieczeństwa. To również dzięki niej odbierzesz sygnały z wnętrza i z zewnątrz. Sygnały twojego ciała i umysłu a także grupy które są przeznaczone dla Ciebie. Mówiące, w którą stronę tematu, do kogo, jakim narzędziem i jak sobą to zrobić, co jest teraz potrzebne. To dzieje się za szybko by to ogarnąć umysłem, włączyć algorytm logiczny, uruchomić narzędzie. To może się dziać tylko z wyższego poziomu. Obserwator, uważny świadek, twoja starszyzna w Tobie i w porozumieniu z Tobą.

Dlatego, głównym narzędziem trenera jest on sam i jego uważność. Główną wiedzą jest samoświadomość. Dzięki nim wybieramy co zrobić i w jaki sposób, tak żeby wybór ten prowadził do spotkania w miejscu najlepszym dla odbiorcy.

* (są oczywiście narzędzia pojemne i otwarte sposoby prowadzenia, to uproszczenie dla uzyskania kontrastu i ułatwienia przekazu)

 

 

 

Więcej o programie Holistycznej Szkoły Trenerów

Opinie Absolwentów HST

Galeria zdjęć HST

Tagi

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Galerie zdjęć

Warto przeczytać

NIC

O robieniu NIC.

Rozwój
środa, 14 listopada 2018, 00:16
Cisza, której wielu uczestników bardzo się boi, i podobnie wielu prowadzących, jest katalizatorem kontaktu. Jest narzędziem. I bynajmniej nie jest przejawem lenistwa prowadzącego;).

Zobacz również