LifeFree.pl

Dlaczego warto zaprzyjaźnić się z własnym ciałem?

Jak poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami czy wręcz - z traumą, która odbija się echem w ciele? Jak wesprzeć proces psychoterapii lub jaki może być kolejny krok po "intelektualnym" przepracowaniu wewnętrznych zranień?

Prędzej czy później, mierząc się z własnymi lękami, wewnętrznymi stanami niepokoju, kłopotami ze zdrowiem czy podejmując świadomą pracę z emocjami, stajemy przed pytaniami "Jak poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami czy wręcz - z traumą, która odbija się echem w ciele?", "Jak wesprzeć proces psychoterapii lub jaki może być kolejny krok po "intelektualnym" przepracowaniu wewnętrznych zranień?".

Nie ma wątpliwości, że na pewnym etapie naszego życia niezbędne jest zaprzyjaźnienie się z własnym ciałem. Nie będzie to jednak łatwa przyjaźń ... Musimy najpierw zdobyć jego zaufanie, nie wystraszyć się tym, co i w jaki sposób do nas mówi, nie zlekceważyć sygnałów, które wysyła i być gotowym do stałego uważnego kontaktu.

Trafnie ujął to Bessel van der Kolk: bycie przerażonym oznacza, że żyjesz w ciele, które jest ciągle czujne. Gniewni ludzie żyją w gniewnych ciałach.

Aby uwolnić się od przeszłości lub choć trochę rozluźnić strach, gniew i wszystko to, co zostało nam w spadku po traumie, musimy zyskać przede wszystkim fizyczną świadomość siebie.

Jak to zrobić?

Warto zacząć od budowania samoświadomości ciała i choć w pierwszej chwili brzmi to zaskakująco, musimy po prostu nauczyć się "czuć siebie" - zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz oraz - co bardzo ważne! - zostać przy tym. Na przykład: kiedy siedzimy na krześle, poczujmy jak reaguje nasza skóra, mięśnie, ogólnie ciało na nacisk krzesła na pośladki, podłogi na stopy, ubrania na ciało, powiewu wiatru z otwartego okna; poczujmy jak się mają nasze ramiona, szyja, brzuch. Teraz zaobserwujmy jak czujemy się od środka, jakie drobne poruszenia rejestrujemy wewnątrz ciała. Miejmy cierpliwość, nie oceniajmy, nie porównujmy, tylko bądźmy i "czujmy się".

Być może dla niektórych będzie to nudne, a dla niektórych stresujące. Możemy kulić się wewnętrznie, czując nagle taką gamę odczuć. Niektóre z nich mogą nieświadomie kojarzyć nam się z traumatycznymi doświadczeniami. Wszystko zależy od naszych wewnętrznych ran. Terapeuci twierdzą, że te somatyczne reakcje ciała na nasze pierwsze próby "poczucia siebie" mogą być cenną wskazówką na temat nieprzepracowanych traum. Mogą więc wiele powiedzieć o postawie, jaką pierwotnie przyjęliśmy, aby się ochronić.

Kiedy już zyskamy doświadczenie, wprawę, a nawet odwagę w "czuciu siebie", przyjdzie pora na kolejny krok - łączenie tego, co czujemy w ciele z emocjami jakie pojawiają się. Dopiero kiedy nauczymy się radzić sobie ze stanami zalania przez uczucia i emocje z przeszłości, przyjdzie pora na kolejny terapeutyczny krok - zmierzenie się z traumą. Tak długo jak nie oswoimy swojego ciała, tak długo dotykanie zranień z przeszłości może skończyć się ponowną traumatyzacją.

Warto w tym miejscu odwołać się do fizjologii i nadać pracy z historiami zapisanymi w ciele bardziej "naukowy"wymiar. To, co stanowi iskrę dla rozpalenia stanu podobnego do traumy, ma swoje źródło w emocjonalnej części mózgu, która komunikuje się poprzez sygnały ze strony żołądka, serca, płuc. Aktywuje ona reakcje fizjologiczne na wydarzenie, które w jakiś sposób przypominają nam o traumie. Może objawiać się ściskiem żołądka, skurczami brzucha, walącym sercem, kłopotami z oddychaniem, trudnościami z mówieniem. Część racjonalna, która komunikuje się poprzez myśli, nie jest w stanie opanować tych stanów, nie wymaże ona emocji ani uczuć.

Nie pomoże tutaj tzw. "uświadomienie sobie". Może ono jednak zatrzymać naszą reakcję na to, co się z nami dzieje, jednak i tak musimy zająć się sednem sprawy. W pracy nad traumą, która daje o sobie znać poprzez ciało, istotne jest, aby ustaliła się równowaga między mózgiem emocjonalnym, a racjonalnym. Bardzo ważne, abyśmy w końcu poczuli, że mamy kontrolę na swoimi reakcjami.

Naukowcy wykazali, że część racjonalna mózgu i część emocjonalna nie mają bezpośredniego połączenia ze sobą. Jednak połączenie takie ma przyśrodkowa kora przedczołowa, gdzie zlokalizowany jest ośrodek samoświadomości. Aby więc poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami z przeszłości konieczne jest dotarcie do mózgu emocjonalnego i tzw. "terapia układu limbicznego". Polega ona, jak opisuje to w książce "Strach ucieleśniony" van der Kolk, na zreperowaniu uszkodzonych systemów alarmowych, które owszem - powinny działać, ale "w tle", a nie dominować w naszym życiu.

Jak dotrzeć w takim razie do mózgu emocjonalnego właśnie poprzez samoświadomość?

Naukowcy, Joseph LeDoux i jego współpracownicy, wykazali, że można tego dokonać poprzez uaaktywnienie wspomnianej już przyśrodkowej kory przedczołowej, czyli tej części mózgu, która "zauważa", co dzieje się w naszym wnętrzu. Pora więc na uświadomienie sobie wewnętrznych odczuć i uczenie oswajania z tym, co sie w nas dzieje.

W jaki sposób to zrobić?

... o tym w kolejnym wpisie.

Tagi

Ludzie

Agnieszka Bonar-Sadulska

Agnieszka Bonar-Sadulska

Trener
Trenerka rozwoju osobistego w trakcie szkolenia przygotowującego do rekomendacji trenerskiej PTP (HST). Założycielka Correlation.pl - przestrzeni do rozwijania świadomości ciała. Współtworzy Fundację Willigisa Jagera „Mądrość Wschodu i Zachodu".

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Zazen/Photo by David Gabriel Fischer

Medytacja jako praktyka cielesna.

Rozwój
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:18
Stwierdzenie, że zazen jest praktyką cielesną, może u niektórych osób wywołać spore zaskoczenie: "jak to? skoro zen jest ścieżką duchową, to gdzie tutaj miejsce dla ciała, chodzi przecież o doskonalenia ducha, o jego trening?".

Zobacz również